Uczestnicząc w szkoleniu winiarskim na Węgrzech i kilka dni temu w Republice Czeskiej (Morawy), zauważyłem ludzi pijących wino, a póżniej odjeżdżających na rowerach. U nas byłoby to nie do pomyślenia z co najmniej dwóch powodów. Trudno byłoby znaleźć ok. 30 smakoszy na rowerach naraz i czającą się policję za najbliższymi krzakami z alkomatem, aby przypadkiem obywatel nie przekroczył 0.20 i krzywdy sobie nie zrobił. Tam jest inaczej - czyli normalnie. W prawie wszystkich barach jest dobre wino - u nas wóda nadal dominuje. Jeżeli ktoś chce pić ponad umiar, to jego sprawa, więc nie rozumiem po co wymyślono jakąś ustawę o wychowaniu w trzeźwości, która nikogo absolutnie nie wychowuje, a tylko łupi przedsiębiorców. Doskonale wiedzą o tym rządzący, parlamentarzyści, kościół, samorządowcy i policja. I co - nic! Ciekaw jestem czy w zbliżającej się kampanii wyborczej, kandydaci na radnych, wójtów, burmistrzów, itd., w swoich programach uwzględnią rozwijające się winiarstwo na Podkarpaciu i czy coś w tym kierunku po ewentualnej victorii będą chcieli zrobić.
Tadeusz Kruczek
28.07.2010 r. |