Nick:Historia, którš za chwilę
Dodano:2003-11-17 22:20:08
Wpis:Historia, którš za chwilę moci panowie usłyszycie, działa się dawno temu, gdym młodym był jeszcze. Jako koniuszy nie krótko już służyłem swemu panu- zacnemu królowi Riwalenowi- władcy pięknej ziemi lońskiej. Pewnego razu, lat ze trzydzieci temu, pan mój dowiedział się o nieprzyjacielskich waniach w królestwie Kornwalii, gdzie władcš był serdeczny jego przyjaciel- król Marek. Wraz z najwspanialszymi rycerzami król Riwalen przebył morze spieszšc towarzyszowi na ratunek. Chwalebne zwycięstwa tam odnoszšc pan mój otrzymał jako nagrodę przecudnej urody niewiastę- siostrę króla Marka- Blancheflor, którš już w Kornwalii pojšł za żonę. Jednakże gdy tylko kochankowie lub wzięli, do Riwalena wieci doszły, iż wróg jego dawny- diuk Morgan- pustoszy piękne królestwo lońskie palšc grody i miasta. Pospiesznie powróciwszy do dalekiej ziemi lońskiej, król w Kanoel już powierzył brzemiennš już Blancheflor pieczy marszałka Rohałta. Następnie zebrawszy baronów i lenników wyruszył na wojnę z Morganem.
Niestety królowi Markowi nie było pisane powrócić z tej wojny. Podstępem okrutnym i nie godnym rycerza diuk Morgan zamordował pana mojego, wspaniałego króla Riwalena. Płakało po nim całe królestwo, wszyscy poddani, którzy kochali sprawiedliwego władcę, dwór cały, tylko nie jego żona- Blancheflor. Nie uroniła ani łzy za swym mężem, ale po jego mierci nie przypominała już dawnej, radosnej królowej. Na nic zdały się piękne słowa Rohałta. Czwartego dnia od piekielnej wieci królowa na wiat wydała dawno upragnionego syna, któremu nadawszy imię Tristan, jako że na wiat przyszedł przez smutek, ducha wyzionęła. Księcia naszego przygarnšł wierny Rohałt Dzierżšcy Słowo. Podawał go za swego syna i razem ze swymi dziećmi wychowywał.
Gdy Tristanowi, który na pięknego wyrastał młodzieńca, minęło siedem wiosen, przyszedł czas by go niewiastom odebrać i przekazać rycerzowi. Tu włanie rozpoczyna się przygoda moja z Tristanem- księciem lońskim. Lat niewiele minęło, a niezwykle pojętny młodzieniec nauczon przeze mnie został wszystkich umiejętnoci baronowi przystojšcych. Tristan jak nikt mieczem wywijał i z niespotykanš siłš ciosy wszelakie zadawał; strzałów jego z łuku nie powstydziłby się nawet niejaki Robin z Locksley, uchodzšcy za najwspanialszego łucznika wszechczasów. Wszelako nie tylko sztuki wojennej był przeze uczon młody ksišże. Od lat najmłodszych wpajałem mu nienawić do wszelakiej zdrady czy kłamstwa, które najgorszš hańbš rycerza okryć w stanie. Chłopiec ambitny był niezwykle, choćby gdy razu pewnego minstrela ujrzał i posłyszał pięknš jego grę, tak się zachwycił, iż sam chciał grać, czego w niedługim czasie się nauczył. Wtedy nikt jeszcze oprócz Rohałta nie wiedział iż Tristan, jedynym jest potomkiem króla Riwalena. Dlategoż Rohałt kochał młodzieńca jak syna, ale potajemnie czcił jak pana.
Dnia jednego owóż zdarzyło się, iż kupcy norwescy podstępem Tristana powiedli na swój statek, porywajšc jako zdobycz pięknš. Jako się potem od Tristana szlachetnego dowiedziałem, om dni i om nocy na olep statek gnany był przez wichry potężne. Dopiero wtedy marynarze błšd swój zrozumieli i młodzieńca wypucić na czółnie przysięgli. Od razu bałwany się uspokoiły, a wichry ucichły. Pachole Riwalenowe obudziło się dopiero dobijajšc do brzegu piaszczystego. Nie wiedział wtedy jeszcze, iż kraina w której przebywa jest Kornwališ, z której pochodzi jego nieboszczka matka. Dzięki swym wspaniałym umiejętnociom łowieckim, którymi zabłysnšł, dostał się przed oblicze samego króla Marka- swego wuja. Trzy lata wiernie Markowi Tristan służył na łowach i sšdach. Sypiał nawet w komnacie jego przygrywajšc na lutni w czasie zgryzoty. Razu pewnego, w dniu gdy pierwszy nieg spadł, do Kornwalii wraz z Rohałtem przybyłem w towarzystwie kilku jeszcze zacnych rycerzy lońskich. Na bezprawie panujšce na ziemiach lońskich przez diuka Morgana powołujšc się, Rohałt zachęcił w pełni już dojrzałego Tristana do wydarcia z ršk tyrana należnych mu z więzów krwi ziem. Otrzymawszy od wuja najwspanialszy oręż rycerski na statkach kornwalijskich morze przebył Tristan, i wyzwawszy diuk Morgana w uczciwej walce na ubitej ziemi go pokonał. Mimo, iż miał powody do radoci wychowanek mój nie był szczęliwym. Był w rozterce- ojczyznę i władzę w niej wybrać, czy służbę u potrzebujšcego go Marka, króla Kornwalii. Zadecydował wreszcie ziemie lońskš oddać Rohałtowi Dzierżšcemu Słowo i baronom, a wraz ze mnš do Kornwalii, do tęsknišcego Marka pospiesznie płynšć.
Tam nie zastalimy jednakże radoci, ino smutek i rozpacz, gdyż król Irlandii zbroił flotę i do corocznej łupieżczej wyprawy się szykował. Jako posła król Irlandii wysłał postawnego i niepokonanego w boju rycerza wspaniałego- Morhołta. Zarówno mi jak i wszystkim Kornwalijczykom na sam dwięk tego imienia dęba włosy stawały. Jeden Tristan się go nie ulškł i pokonawszy olbrzyma kraj swój uwolnił z płacenia haraczu. Mimo zwycięskiej walki odważny młodzieniec rany odniósł niezwykle poważne, od których ani chybi każdy inny miertelnik by zginšł. Ale cóż poradzi wytrzymałoć w obliczu trucizny, jakš oręż Morhołta był pokropiony. Liczšc znów na przychylnoć morza, umierajšcy kazał się spucić w czółnie na wodę. Wiele dni tak dryfował, pozostawiajšc nas wszystkich w Kornwalii w niepewnoci czy już ducha wyzionšł, czy może pomoc jakš od samego Boga otrzymał. Ku mej radoci otrzymał ponownš szansę, a ratunek przyszedł w osobie Izoldy Jasnowłosej- księżniczki Irlandii, z której pochodził pogromiony przez Tristana Morhołt. Przed jej oblicze doprowadzon został przez rybaków, którzy posłyszeli cudownš muzykę i przedziwnš płynšcš z łodzi, w której nieprzytomny leżał Tristan. Wspomniana przeze mnie Izolda, niewiasta przecudnej urody, od swej matki nauczyła się niespotykanej wiedzy o ziołach i eliksirach, którymi jak mawiano, nawet martwego potrafiła z grobu wydobyć. Czy to prawda?- nie wiem, ale kompana mojego z objęć mierci ani chybi wydarła. Po kilkudziesięciu dniach do Tyntagielu powrócił znów piękny i zdrowy Tristan i opowiedział najbliższym co go w Irlandii spotkało.
Beztroska zapukała do drzwi Tristana niestety na czas niezwykle krótki, oto czterech najpodlejszych baronów Kornwalii nienawidzšcych Tristana za jego męstwo i względy króla zbuntowali się przeciw bezdzietnemu zestarzeniu się króla i odziedziczeniu ziem przez siostrzeńca. A imiona zdrajców brzmiały: Andret, Gwenelon, Gondoin i Denoalen. Za swš zdradę ponieli wszyscy najsurowszš karę- mierć. Gwenelona jam zabił, ale o tym póniej... Szlachetnego towarzysza mego, Tristana, posšdzali o konszachty z samym diabłem, tłumaczšc się cudownym jego ozdrowieniem w beznadziejnej sytuacji. Szantażem Marek zmuszon został do przystania na warunki baronów i, nie znajšc jej jeszcze, zgodził się pojšć niewiastę o złotych włosach- wybawicielkę Tristana- Izoldę. Ten niezwłocznie podjšł się przywiedzenia Pięknej o Jasnym Warkoczu, by Marek za żonę jš mógł podjšć. Wraz ze mnš i setkš innych rycerzy wspaniałych, statek zaopatrzywszy w towary kupieckie wyruszył Tristan ku odległej Irlandii; do Weisefort. Tam pokonawszy smoka gnębišcego te ziemie, znów rany niemal miertelne odniósł mężny rycerz, i jadem smoczym zmroczon upadł nieprzytomny w trawę. Na nic zdały się poszukiwania, gdyż nikt nie wiedział gdzie się udać mógł Tristan. Znalazła go przypadkiem Izold Jasnowłosa, podczas przejażdżki konnej. Drugi już raz swymi umiejętnociami znachorskimi uratowała Tristana od niechybnej mierci. Troskliwie się nim opiekujšc, dowiedziała się o prawdziwej tożsamoci nieznajomego, rozpoznajšc w nim pogromcę Morhołta i lutnistę, którego uratowała czas jaki temu. Chytrym niezwykle podstępem, acz nie bez pomocy Boga, Tristan oczycił się z win przed królem Irlandii i jego baronami, oraz zdobył Izoldę dla króla Marka. Matka pięknej Izoldy dała Brangien- jej wiernej i oddanej służce- mały bukłak z winem. Nie było to jednak zwykłe wino, acz miłosny eliksir. I niech przeklęty będzie moment, w którym sporzšdzon został.
Na statku, gdy do Kornwalii już kierowalimy się, podczas okrutnego upału, gdy pod rękš nic innego do picia nie mieli, Tristan i Izolda wypili razem eliksir przeznaczony dla Marka i przyszłej jego żony, a z nim mierć własnš wypili. W tymże przeklętym momencie dwójkę owš miłoć tak silna połšczyła, że nic na tym wiecie z jej siłš nie mogłoby się równać. Niedługo po powrocie do Tyntagielu Marek pojšł Izoldę za żonę, ale królowa nie była szczęliwa. Szczerš miłociš kochała Tristana, jak i on jš kochał. Choć nikt nie przyłapał kochanków razem, każdy niemal widział co do siebie czuli, żšdze którymi pałali. Czterej zdrajcy w owym momencie szczególnie byli czujni. Już biegli do króla z wieciami o występnej miłoci najdroższych mu osób. Bez siebie usychali kochankowie i, com sam widział, ich dusze w ciałach pozostawać nie chciały. Rozwišzaniem spotkania stały się w zaczarowanym sadzie nieopodal zamku. Jednak zdrajcy nie próżnowali i wcišż szukali drogi jakowej by pogršżyć Tristana. Jednak dzięki sprytowi kochanków i, niechybnie, pomocy Boga, starania niegodziwców na niczym się kończyły. Pewnego razu jednak spryt karła Forcyna zdał się przewyższyć intelekt Tristana i tak oto oboje, wraz z królowš, skazani na mierć zostali. Nie kończy się tu jednak opowieć moja, gdyż w pieczy swojej Bóg Wszechmogšcy miał kochanków.
|