Nick:sweet angel...
Dodano:2003-06-12 14:19:34
Email:nlipn.ep_ws@tsarrast@sw_pe.npiln
Wpis:Hej misiaki !! 
Dawno sie nie wpisywalam...oj dawno....
hi hi.. Widze ze ksiega robi sie bardziej obszerna !! i te wasze opowiadanka. Czytam wszystkie !! Aruś pisz dalej !! I odezwij sie bo cos ostatnio przycichles...
I love you all !!
|
|
|
|
|
|
|
Nick:andwathien
Dodano:2003-06-09 01:16:39
Wpis:Hej! Haldirkomanki Kiedy sie można spodziewać nowych opowiadanek...??Dawno nic nowego nie było.
P.S. Sorki może to troszkę bezczelne... ale sprawdzajcie błędy ortograficzne przed wysłaniem pracy...Pozdrawiam gorąco
|
|
|
Nick:Mel
Dodano:2003-06-06 19:13:37
Wpis:Arek co się stało ??? Tak dawno się nie widzieliśmy Jak ja jestem to Ciebie nie ma ... niepokoję się więc PISZ!!!!!
YAGA??????????????
|
|
|
Nick:Haldiria
Dodano:2003-06-04 12:48:46
Email:hlapl.daiirrieat@niin@taeirriiad.lpalh
Wpis:wedlug mnie Haldir albo jak kto woli poprostu Craig jest osoba naprawde bardzo inspirujaca do zalozenia stronki o nim jak dla mnie jest wyjatkowy i fascynujacy i cale szczescie ze wolny ))))))))))))))))
|
|
|
|
Nick:Srebrna
Dodano:2003-06-01 19:53:54
Email:slrpe.bpron@aa_kefllfek_aa@norpb.eprls
Wpis:Chciałabym wam powiedzieć,że dalsze części Niepokornej nie będą powstawały narazie. Ja też przez jakiś czas będę się pojawiała sporadycznie lub, co bardziej prawdopodobne, wcale. Narazie muszę przemyśleć bardzo, bardzo dużo spraw, bo spotkały mnie ostatnio dziwne rzeczy. Pracuję też nad trudną opowieścią, którą muszę skończyć. Ostatnio nie spisałam dręczącej mnie części i przez 3 dni męczyły mnie koszmary, więc widzicie. Nie martwcie się, w końcu chyba wrócę. Koffam was!
|
|
|
|
Nick:Legolas_Syn_Thranduila
Dodano:2003-06-01 14:15:34
Url:www.sharon-cohen.prv.pl
Email:Llepg.oaliarse_tSnyin@_aTlhiruadnndaurihlTa_@niynSt_esrailao.gpelL
Wpis:Meg, nie obraziłem się, jak narazie nie dostałem żadnego maila, nie wiem może mam kłopoty ze skrzynką ?_?
|
|
|
|
Nick:Megana
Dodano:2003-06-01 12:32:03
Email:rlopb.ipnwh@illlli@hwnpi.bpolr
Wpis:Leg, obraziłeś się na mnie ??? Nie odpisałeś....
|
|
|
Nick:nina_haldirowa
Dodano:2003-05-31 13:44:17
Email:alrpt.efmairsg@oatuutao@gsriamfe.tprla
Wpis:Aeka!Haldir jest wszystkich a Craig Hal i mój, bo żeśmy się podzieliły Dawno mnie nie było, ale teraz aktualnie ratuję moje oceny i mam mało czasu wolnego;(
|
|
|
Nick:Mel
Dodano:2003-05-31 10:26:44
Wpis:Meg ma absolutną rację. Yaga ma jeszcze 1001 innych spraw na głowie i przecież się nie rozerwie... A poza tym myślę że przez ten czas została zarzucona bardzo bogatym materiałem do aktualki i opracowanie tego na stronę też wymaga czasu... Więc ja też spokojnie i cierpliwie czekam a znając naszych Autorów domyślam się że mam na co   
YAGA!!! Trzymaj się dzielnie pozdrowionka dla Ciebie i Wszystkich Narazki...
|
|
|
Nick:Haldirka
Dodano:2003-05-30 20:13:39
Wpis:Aeka, może i Haldir jest twój, ale Craig jest nasz
|
|
|
|
Nick:Legolas_Syn_Thranduila
Dodano:2003-05-29 22:35:27
Url:http://www.sharon-cohen.prv.pl
Email:Llepg.oaliarse_tSnyin@_aTlhiruadnndaurihlTa_@niynSt_esrailao.gpelL
Wpis:Może i jestem niecierpliwy, ale nie będe czekał na aktualkę...
|
|
|
|
Nick:megana
Dodano:2003-05-29 22:26:46
Email:rlopb.ipnwh@illlli@hwnpi.bpolr
Wpis:Val, problem w tym, że Yaga jest zajęta i nie robi aktualki. Ja tam czekam cierpliwie, ale ci bardziej niecierpliwi dają tutaj.... Val, jak chcesz, to napisz które części masz, to ci tradycyjnie wyślę ciąg dalszy!!!
|
|
|
Nick:valakirka
Dodano:2003-05-29 22:05:59
Email:vlapl.apkwi@rakkar@iwkpa.lpalv
Wpis:ludzie!!!!!!!!!!!!!!! piszcie opowiadania w dziale texty. o wiele łatwiej się je czyta. wędrowanie po całej księdze w poszukiwaniu różnych części opowiadań wkurza mnie strasznie!!!!!!!!!!!!!!!!!
pozdrawiam
|
|
|
|
Nick:Aeka
Dodano:2003-05-29 22:00:27
Wpis:Chciałam tylko powiedzieć że fajową macie stronę i że Haldir i tak jest tylko MÓj!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!Kocham go !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
|
|
|
Nick:Legolas_Syn_Thranduila
Dodano:2003-05-29 09:15:57
Email:Llepg.oaliarse_tSnyin@_aTlhiruadnndaurihlTa_@niynSt_esrailao.gpelL
Wpis:Konfrontacja
Aarien z trudem udało się zaciągnąć płaczącą Vilandrę do groty. Gdy wraz z pozostałą dwójką towarzyszy znalazła się w grocie u Wrót Morii mogła chwilkę odsapnąć i uspokoić Vilandrę.
- Vilandro... to, co się stało... jest wielkim bólem dla nas wszystkich... wychowywaliśmy się razem od najmłodszych lat... – Aarien przerwała, a jej policzki obsypały drobne perełki – A teraz... – przełknęła ślinę – A teraz musimy walczyć o swoje życie. Jonael duchowo będzie razem z nami... – spojrzała głęboko w oczy przyjaciółki
- Aarien... wiem o tym... więc nie mam zamiaru się poddać dopóty, dopóki nie pomszczę Jonaela – na twarzach całej trójki pojawił się uśmiech
- Anamie, przyjrzyj się Wrotom, a my będziemy stać na straży – Aarien mówiąc to wytarła swój zakrwawiony miecz
Anam skrupulatnie przyglądał się wejściu, poczym powiedział do towarzyszek:
- Niestety nie wiem jak można ją otworzyć, chroni je jakieś zaklęcie. Są dwie możliwości otworzenia Bramy: albo wypowiedzenie magicznej formuły, albo otworzenie ich od środka...
Vilandra spojrzała na elfa jakby w nim szukała klucza.
- Anamie – rzekła – tak wiele czytałeś w Rivendell, przez całe życie studiowałeś księgi... Musiałeś się natknąć się na coś związanego z Bramą Morii...
- Wiem jedynie, że przy świetle księżyca można odczytać znaki zapisane nad Bramą... może ona coś nam powiedzą... – Anam chciał mówić dalej, lecz przerwała mu Aarien
- Nie zostało na wiele czasu, orkowie już nadchodzą, a jeśli nie zauważyliście, to poinformuje was, że jest wczesny ranek!
- Siedząc nad księgami nauczyłem się też kilku innych pożytecznych rzeczy – z tymi słowami Anam zaczął wypowiadać zaklęcie – Tuure... Hui... Poldore nwalya lav Silmo kala!!
Całą grotę rozjaśnił blask kuli, będącej miniaturą księżyca. Elfki osłupiałe przyglądały się Anamowi, a ten z uśmiechem odpowiedział:
- Zna się parę tych sztuczek
Przyjaciele zawiesili swe spojrzenie nad Bramą, gdzie zaczęły ukazywać się runy.
- Już wiem! – wykrzyknął elf – wystarczy powiedzieć: Mellon
Wrota zaczęły się otwierać, kurz opadał ze wszystkich skał dookoła, zawiał zimny wiatr, a woda wzburzyła się. Wtem zza pleców elfów wyłonił się potwór.
- To Czatownik! Ten stwór istnieje!?
Potwór z niesamowitą szybkością pochwycił Anama, a księżycowa kula zgasła. Elfki rzuciły się na ratunek, lecz nie dawały sobie rady w walce, ponieważ nie miały łuków, a walka w jeziorze nie należy do najłatwiejszych. Anam daremnie próbował uwolnić się z miażdżącego uścisku potwora.
- Aarien! Uciekajcie stąd! - wykrzyknął
- Nie zostawimy Cię tu! Wystarczy jedna śmierć! – wykrzyknęła Vilandra ucinając mackę Czatownika
Ten wydobył z siebie przeraźliwy dźwięk, zwiększając siłę uścisku. Anam zawył z bólu, gdyż potwór uściskiem zaczął łamać mu żebra.
- Uciekajcie! Zostawcie mnie i ratujcie swoje życie!
Elfki ucięły kolejne macki. Rozjuszony stwór zaczął wzburzać wodę, aby tym sposobem zmyć przeciwników, ponieważ elfki cały czas go atakowały, zaczął się wycofywać, lecz zwiększył uścisk do tego stopnia, że z krtani elfa wydobył się przeraźliwy wrzask, który po dwóch sekundach urwał się, gdyż potwór zmiażdżył go. W jednej chwili zniknął w otchłani jeziora, a zza rogu wyskoczyli orkowie. Aarien zauważywszy narastający gniew w przyjaciółce powiedziała:
- Oni nie żyją, ale my jeszcze tak i mamy szansę uciec żywe...
Elfki ruszyły w mrok, lecz Vilandra odwróciła się jeszcze i wykrzyknęła:
- Potworze! Wrócę tu i pomszczę śmierć mego przyjaciela!!
Orkowie zaczęli strzelać w elfki, lecz te były na tyle szybkie i zwinne, że udawało im się chronić przed strzałami. Biegły cały czas w górę, różnymi, to większymi, to mniejszymi korytarzami i schodami. Czerń spowijająca Morię była złowieszcza, kryjąca wiele niebezpieczeństw i mrocznych sekretów. Przechodząc przez jedną z komnat zauważyły grobowiec, a wokoło nich szczątki krasnoludów.
- Vilandro, to miejsce jest jednym wielkim grobowcem, podobno było to największe królestwo krasnoludzkie w Śródziemiu, jakie kiedykolwiek wybudowano...
- Dziś miejsce to jest miejscem wiecznego spoczynku dla krnąbrnej, a zarazem zacnej rasy... krasnoludów...
Dziewczęta biegły dalej, zatrzymały się gdy w dali zauważyły wdzierające się do Morii światło dnia.
- Nareszcie! Jeszcze tylko trochę! – ucieszyła się Vilandra – tak jak mówiłaś, nie poddałyśmy się i żyjemy.
Elfki przytuliły się do siebie i z radością popędziły w stronę światła. Na ich drodze został tylko jeden most prowadzący nad wielką otchłanią. Ku zaskoczeniu elfek na drugiej stronie czyhali orkowie. Zaczęła się kolejna walka, przyjaciółki wycinały w pień wszystkich wrogów, lecz z drugiej strony mostu nadciągnęły kolejne powarkujące bestie. Elfki z ofensywy musiały natychmiast zmienić taktykę na defensywną, lecz orków nie ubywało. Gry Vilandra wycięła orków z przodu zawołała Aarien i obie rzuciły się panicznie do ucieczki. Aarien przebiegła na drugą stronę i była w połowie drogi do wyjścia, gdy zorientowała się, że jej towarzyszka pozostała na moście i dalej walczy.
- Co robisz!? – wykrzyknęła Aarien
- Pomszczę Jonaela i Anama! Niech poczują ich ból!
Vilandra w furii zabijała orków, Aarien cofnęła się po nią, lecz było za późno: kilku orków rzuciło się na Vilandrę rozszarpując jej szyję, ramię oraz nogę.
- Vilandro!! – wykrzyknęła Aarien – Nie! – elfka rzuciła się w stronę przyjaciółki, lecz ta zakręciła się wokół siebie i tracąc równowagę runęła w mrok spowijający otchłań pod mostem.
Aarien krzyknęła tak głośno, że orkowie wystraszyli się jej, lecz po chwili ruszyli na nią. Elfka zapłakana nie zastanawiając się długo wybiegła z Morii. Nie patrząc w którą stronę biegnie cały czas płakała i pytała samą siebie: dlaczego? Przypominały jej się różne chwile z ich życia. O tym jak będąc małymi elfkami zostały skarcone przez swą opiekunkę za to, że dokuczały Anamowi, przypominała sobie także wiele szczęśliwych chwil takich jak dzień, w którym Elrond wraz z braćmi Aarien wrzucili ją, Vilandrę i Arwenę do rzeki, były to urodziny Vilandry i wszystkie trzy były ubrane w piękne, wielkie suknie. Elfka wyrwała się z amoku i spostrzegła, że jest u stóp lasu.
- Las! Może tu uda mi się schronić!
*****
- Wbiegłam do lasu i po długiej gonitwie na mej drodze pojawiło się to jezioro, więc doń wskoczyłam – Aarien zakończyła swą opowieść – Tak więc znalazłam się tu...
Elfka zaczęła płakać. Haldir wstał i po chwili milczenia podszedł do elfki. Przytulił ją mocno do siebie.
- Aarien... Tu, między nami jesteś bezpieczna, wiedz, że nie pozwolę aby cokolwiek lub ktokolwiek cię zranił – Na te słowa elfka przytuliła się do piersi Haldira, czując kojące ciepło oraz bicie jego serca.
- Moi przyjaciele... Oni nie żyją... Ale ja nie spocznę dopóki nie odnajdę Zakapturzonego i nie pomszczę Jonaela, Anama i Vilandry... – Aarien spojrzała w ciemne oczy Haldira, patrzyła w nie jak w gwiazdy. Siedzieli tak przytuleni długi czas, aż w końcu Haldir położył dłoń na głowie Aarien i powiedział:
- Spotkało Cię wiele nieprzyjemnych wydarzeń w ciągu ostatnich dni...
Aarien wstała, przeciągnęła się i odparła:
- Chciałam bardzo podziękować Ci za to, że uratowałeś mnie i zająłeś się mną gdy byłam nieprzytomna, chciałam jeszcze tylko zapytać o jedną rzecz...
- Tak Aarien?
- Kiedy będzie obiad... Jestem wygłodniała jak stado wilków
Haldir spojrzał na nią, i zaczął się śmiać
- Dlaczego się śmiejesz? Co się stało? – spytała Aarien
- Gdy wpadliśmy na siebie, niosłem do twojego pokoju śniadanie...
Haldir wraz z Aarien wrócił się do Lorien. Po wspólnie zjedzonym posiłku Haldir wyszedł gdzieś na dłuższy czas. Aarien skorzystała z tego czasu i zdrzemnęła się. Gdy się obudziła zauważyła, iż Haldir cały czas krząta się po pokoju.
- Co robisz? – spytała Aarien
- Wyruszam wraz z małym oddziałem elfów naprzeciw orkom – odpowiedziawszy Haldir napełnił kołczan strzałami
- Idę z tobą! – Aarien wstała na równe nogi podeszła do Haldira – Wiesz, że muszę pomścić przyjaciół, a wyruszając z tobą mam szansę znaleźć Zakapturzonego
Haldir nie opierał się, podał jej miecz oraz łuk z kołczanem.
- Pamiętaj, trzymaj się blisko mnie, a nic ci się nie stanie – elf przytulił Aarien do siebie i pocałował ją w czoło
Odział wyruszył z Lorien, skierował się w stronę gór. Podczas marszu żaden elf nie wypowiedział żadnego słowa. Aarien stuknęła Haldira w ramię i szepnęła:
- Powiedz mi proszę, jak chcesz przedostać się na drugą stronę gór? Nie chcesz chyba iść przez Morię?
- Oczywiście, że nie. Elfy z Lasu Lothlórien mają wiele sekretów, miedzy innymi ten - Haldir wskazał dłonią na skałę
Aarien nie odzywała się, tylko czekała na dalszy przebieg akcji. Jeden z elfów zbliżył się do skały i laską zaczął rysować znaki w powietrzu. Elfka nie dosłyszała w jakim języku wypowiedziana została formuła. Skała zaczęła się rozsuwać na boki, za nią ukazała się grota, którą był tunel prowadzący do Eregionu.
Elfy wyszły niedaleko Wrót Morii. Gdy przeszli jedną milę ich oczom ukazało się obozowisko orków. Orkowie byli wszędzie, powarkiwali i szczekali na siebie obgryzając jakieś kości. Elfy ustawiły się w szeregu i wypuściły dwie serie strzał. Zdezorientowani orkowie zaczęli biegać wkoło szukając broni. Zaczęła się bitwa. Elfy wystrzeliwali swe strzały, jednak orkowie byli uzbrojeni w kusze i bez najmniejszych kłopotów ranili i zabijali elfy w pierwszych szeregach.
Bitwa trwała już od dłuższego czasu. Orkowie mocno przerzedzeni zaczęli się wycofywać. Wtem nad doliną rozległ się gwizd. Aarien rozpoznała go, był to ten sam gwizd, który poprzednio ogłosił nadejście Zakapturzonego. Aarien podbiegła do Haldira:
- To ten gwizd! Zaraz się tu pojawi, a wtedy pożałuje, że chodził po tym świecie!
- Spokojnie Aarien, nie bądź w gorącej wodzie kąpana – uspokoił ją Haldir
Z pomiędzy skał wyłonił się Zakapturzony, omiótł wzrokiem pole bitwy i zatrzymał swój wzrok na Haldirze i Aarien. Elfka chciała zaatakować wroga, lecz Haldir pochwycił ją w pasie i przyciągnął do siebie. Zakapturzony powoli przechodził pomiędzy trupami orków i elfów, spoglądając jak wiele strat wyrządziła ta bitwa. Zatrzymał się na dziesięć metrów od Haldira i Aarien.
- Spotykamy się po raz kolejny... – Aarien spojrzała na miecz przeciwnika, który był przypasany do złotego pasa – i ostatni...
Zakapturzony po dłuższym czasie milczenia odezwał się:
- Jesteś zuchwała dziewczyno... Zuchwałość ta daleko cię nie zaprowadzi.... – Zakapturzony spojrzał na spokojnego Haldira, a po chwili zwrócił się ponownie do elfki – Spotka cię ten sam los co twoich towarzyszy...
Aarien spojrzała na Haldira, który wpatrywał się w czerń kaptura.
- Ty zaś... – słowa te pokierował do Haldira – Tobie mogę zaproponować współpracę...
- Chyba do reszty postradałeś zmysły, jeśli uważasz, iż jakikolwiek z elfów przyłączy się do ciebie! – Haldir odepchnął Aarien na bok
- Haldirze! – wykrzyknął Zakapturzony – Może teraz zmienisz zdanie...
Zakapturzony podniósł wyżej głowę, dzięki temu promienie światła zaczęły ukazywać jego twarz. Chwycił za czarny płaszcz i jednym szybkim ruchem zerwał go z siebie. Haldir oraz wszystkie elfy były zszokowane na widok osoby, która ukazała się ich oczom. Również Aarien była bardzo zdziwiona:
- Jesteś... jesteś... elfką!
- Zamilcz! – uniosła się elfka – Odbierasz mi osobę, którą kocham... Dlatego zginiesz w wielkich katuszach...
Haldir ocknął się z osłupienia i wykrzyknął:
- Parayah! Dlaczego!?
Parayah spojrzała na elfa i odparła:
- To dla Ciebie... Kocham cię i chcę razem z Tobą władać Śródziemiem...
- Naprawdę oszalałaś uważając, że mógłbym zrobić coś takiego!
- Haldirze... Przyłącz się do mnie, pomyśl ile możliwości otwiera się przed tobą...
Elf spojrzał na Aarien, ta zrozumiała go bez słów i opuściła miecz.
- Parayah... Żal mi jest ciebie, jesteś chora i osamotniona. Dlaczego to zrobiłaś... nie chcę wiedzieć. Jedyne co teraz muszę zrobić, to chronić Śródziemie...
Parayah zdziwiona odpowiedzią elfa nie wiedziała co odpowiedzieć. Stała przez chwilę osłupiała, próbując zrozumieć, dlaczego Haldir tak postąpił.
- Haldirze, czy to znaczy, że mnie nie kochasz?
- Parayah, byłaś moją kuzynką, teraz nie jesteś mi nikim bliskim, a jedyna osoba, którą kocham stoi za mną... – Haldir odwrócił głowę i spojrzał na Aarien
- Haldirze... – elfka rzuciła się na Haldira i pocałowała go
Parayah widząc tą scenę zagotowała się z wściekłości:
- Przestań! Nędzna dziewczyno zginiesz, ale najpierw rozprawię się z tobą mój miły...
Parayah wyciągnęła miecz i rzuciła się na elfa, ten odepchnął Aarien i uskoczył na bok przed ciosem.
C.D.N.
|
|
|
|
Nick:elanor_of_mirkwood
Dodano:2003-05-27 19:32:08
Wpis:qrcze, wpisujcie sie... Czemu tu sie zrobilo tak pusto???
|
|
|
Nick:nina_haldirowa
Dodano:2003-05-21 20:22:46
Email:alrpt.efmairsg@oatuutao@gsriamfe.tprla
Wpis:Uuuuuuups!!!!!Przepraszam ale zrobiłam jeden błąd w sztuce, którego przeoczyłam.
Tam gdzie jest ostatnia mowa jest napisane
CHÓR HOBBITÓW+HOBBIT podczas gdy powinno być CHÓR KRASNOLUDÓW+HOBBIT bardzo przepraszam za ten błąd!!!!!!!!!!!!!!!
|
|
|
|
Nick:Megana
Dodano:2003-05-21 19:22:36
Wpis:eeeeeeeee........ Nina, może ty lepiej białym wierszem pisz, hyhy.... Srebrna!!! co z dalszym ciągiem?????
|
|
|
Nick:elanor_of_mirkwood
Dodano:2003-05-21 17:16:46
Wpis:heh... dobre, dobre ))) to bylo super nina, prosze o jeszcze )
|
|
|
Nick:nina_haldirowa
Dodano:2003-05-20 22:40:33
Email:alrpt.efmairsg@oatuutao@gsriamfe.tprla
Wpis:Te ciota!!!!!Nie denerwuj mnie, ja Ciebie proszę!Jak masz z nim dzieci, to ię ciesz, a Nas zostaw w spokoju!
No! Oto pierwszy akt MOJEJ SZTUKI    
"TITITITATITATUTATITITITIDAM"
Postacie:
A nie powiem, przeczytajcie sobie
No cóż kapkę wredna jestem wiem
Ale czytać mi to, no
Biegusiem ale jestem miła.
AKT I
(Ptaszki, śpiewają, pszczoły bzykają, środek lata w centrum Lorien, obok supermarketu)
HALDIR
Hej Ninusiu moja droga Ty gwiazdeczko
Zróbże proszę Ciebie, coś z tym Legim zdeczko
Bo mi on dokucza, śmieje się i bije
Ja się przecie boje, że oko podbije!
NINA
Oj Ty mój Haldirku, moje Ty słoneczko
Powiem to Legiemu, powiem mu to zdeczko
Nie pozwolę przecie byś z podbitym okiem
Paradował mi po całym centrum w Lorien!
CHÓREK KRASNOLUDÓW+HOBBIT
Oj, biedny tej Ninusi Haldir, biedny
Napastuje brzydko go ten Legi wredny
Chociaż mam nadzieję, że to się tu zmieni,
Bo inaczej Legi w kamień się zamieni!
(wchodzą Legolas i Silmana)
LEGOLAS
Oj witajcie moje miłe tu ptaszyny,
Czemu macie dzisiaj takie smutne miny?
My tu się z Silmusią strasznie weselimy
I nikomu smucić się nie pozwolimy,
Dlatego po lodzie wszystkim postawimy!
(przychodzi kelner i podaje wszystkim lody z bitą śmietaną i truskawkami)
SILMANA
Hej Ninusiu moja droga koleżanko
Gdzie kupiłaś, powiedz, to prześliczne wdzianko
Z takimi pięknymi, długimi rękawy
Choć porozmawiajmy tam przy szklance kawy!
NINA
Bardzo chętnie moja Ty Silmusiu droga
Ale na Legiego kara czeka sroga
Za brutalne, ciągłe, brzydkie dokuczanie,
I Haldirka mego straszne przezywanie!
CHÓR KRASNOLUDÓW+HOBBIT
Wszystko to Silmusiu prawdą jest, kochana
Legi się panoszy i Haldira gania
Śmiejąc się tu z niego i mu dokuczając
I do tego brzydko bardzo przezywając
(nagle na scenę lecąc na smoku wpada Nazgul i przerywa w najlepszym momencie kłótni)
NAZGUL(do siebie)
Zaraz ja pokażę im tu wejście smoka
Wyląduję miękko nad tamtym potokiem
Aż wszyscy z podziwu w dłonie będą klaskać
A ja nań z wyższością i wyrzutem patrzać
( przyp. Od autora, ciekawe jak będzie patrzał, hihihi)
(przyp. Autora2, Nazgule nie umieją rymować, to na przyszłość dla innych pisarzy i reżyserów)
NAZGUL(do wszystkich)
Witajcie gromado mych kochanych elfów
Nie bójcie się przecie, mam normalnie przerwę
I nie będę walił w elfy kamieniami
Bo mnie ma kochana za to wszystko zgani!
CHÓR KRASNOLUDÓW+HOBBIT
Aaaaa ratunku ludzie, my mu nie ufamy
No i na trzy cztery migiem stąd znikamy
(jeden z krasnoludów wychodzi przed chór i mówi)
KRASNOLUD
Trzy cztery
Wiejemy!
(Chórek ucieka ze sceny, zostaje tylko Hobbit i mówi)
HOBBIT
Ej wy krasnoludy, o wy wredne tchórze
Nie zatrudnię ja Was więcej w moim chórze
Jeśli tak to ma być, to ja bardzo proszę
O podwójną stawkę, a nie marne grosze!
CHÓR KRASNOLUDÓW
Jeśli tak, to my migiem tu wracamy
Jeszcze raz wszystkich miło powitamy
Już więcej uciekać nie będziemy
Bardzo szczerze to obiecujemy
(w tym momencie wszystkie Krasnoludy robią niezauważalnie krzyżyki na palcach)
(nagle nadlatuję Kasia na miotle, na co wszyscy otwierają z zaskoczenia buzie)
KASIA(do wszystkich)
IiiiiiiiiiCHA wszystkim przyjaciołom!
KASIA(zwraca się do Nagiego i mówi zeskakując z miotły)
Hej Ty mój Nazgulku, moje Ty kochanie
Wródźże no do domku i zrób mi śniadanie
Bo ja głodna jestem, o jedzeniu marzę
A jak mi nie wrócisz jeszcze Ci pokażę!
NAZGUL(do siebie)
Teraz to na serio mam już przechlapane
Jak zapomnieć można o miłej śniadaniu?
W domu będzie znowu Kasi marudzenie
I mnie szlaban czeka-ucieczka? Marzenie!
NAZGUL(do wszystkich)
Przepraszam, że tak krótko byłem
Ale Kasi mej śniadanka nie zrobiłem
No i teraz muszę się zrekompensować
I na pewno dom nasz trzeba wypucować
Jak słyszycie pracy mam nie mało
Więc odlecę szybko wam nie przeszkadzając
(Nazgul i Kasia odlatują)
SILMANA
No, więc słucham Legi ja Twoich wyjaśnień
I tutaj usiądę, proszę, słucham właśnie!
CHÓR KRASNOLUDÓW+HOBBIT
No, więc nasz Legusiu tłumacz no czekamy
I Twoich wyjaśnień chętnie wysłuchamy
LEGOLAS
No, bo ja, dlatego śmieje się z Haldira
Bo ja jestem księciem, a on ciężko tyra
I mi się wydaje to bardzo zabawne, że on tak pracuję i pilnuje granic
A ja mam pieniądze, wszystko prawie-za nic!
SILMANA
Oj Ty mój Leguniu, wiesz, że to niegrzecznie
Przestań się naśmiewać z Haldirusia wiecznie
Przeproś mi go ładnie teraz i to szybko
Niech nie będzie waśni między nami tylko!
(Legolas podchodzi do Haldira przeprasza go i piorunuje spojrzeniem)
CHÓR HOBBITÓW+HOBBIT
No i wreszcie zgoda tu niespodziewana
I naprawdę z góry nie zaplanowana
Nad Legim i Haldim władzę otrzymała
Od autorki sławnej która nie kłamała
I Wam całą prawdę tutaj opisała
(nagle na scenę wchodzi Aragorn i mówi)
ARAGORN
Teraz będzie ni do rymu ni do taktu
Już niestety koniec jest pierwszego aktu
Więc gości serdecznie wszystkich zapraszamy
Na króciutką przerwę no i polecamy
Drugą część kochanej naszej opowiastki,
W której ja...
(Aragorn nie zdążył powiedzieć, ponieważ śpiąca i znużona kurtyna opada i zasypia)
C.D.N.
(-*********** odsłonić tą ********* kurtynę!!!!!)(to tylko Aragorn zły o wycięcie jego roli)
By nina_haldirowa
Dziękuję, dziękuję, jak wymyślę to dopisze drugi akt    
|
|
|
Nick:Aireimladiel
Dodano:2003-05-19 12:52:13
Email:aldpr.epnwa@l2iannai2l@awnpe.rpdla
Wpis:BABAJAGO KIEDY BEDZIE 4 CZESC )) OBY SZYBKO BO JESTEM CIEKAWA CO DALEJ.A SWOJA DROGA MOJA MALA UWAGA MOZE OSOBY PISZACE OPOWIADANIA PISALY JE W DZIALE TEXTY BO W KSIEDZE TO JAKOS NIE PASUJE A POZA TYM CIEZKO SIE CZYTA (TO TYLKO TAKA MOJA UWAGA) WOGOLE STRONKA MI SIE BARDZO PODOBA ) TO NARAZIE CMOKI DLA WSZYSTKICH KOCHANYCH PISARECZEK (JA CHYBA MUSZE TU WRZUCIC SWOJE WIERSZE.
|
|
|
|
|
|
|
|
Nick:Ciota
Dodano:2003-05-18 19:10:05
Url:www.ciota.pl
Email:clipo@taat@opilc
Wpis:Haldir jest najcudowniejszym elfem na świecie!!!!!!Jest tylko mój!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Fuck! Nie Oddam Go ! Mam z nim dziecko!!!!!!!!!!!!!!!!!!Co ja mówię!~!!!11Piątkę dzieci. Chcecie zdjęcia?
|
|
|
|
Nick:Srebrna
Dodano:2003-05-18 15:26:36
Email:slrpe.bpron@aa_kefllfek_aa@norpb.eprls
Wpis:Ja mam z kompem sam problemy dzisiaj. Musiałam go z pięć razy restartować. Czy ktoś już miał problemy z Winamp3???? Nie chce mi się bydlak otworzyć, a przy próbach kmunikuje coś takiego: a zresztą...
|
|
|
Nick:Gremlin / Gremlak / Greds
Dodano:2003-05-18 12:29:29
Url:www.gildiacienia.prv.pl
Wpis:Meg, Mel, mój nr gg - 2362810
wszystko przez adminów polchatu!!! :[
|
|
|
|
Nick:nina_haldirowa
Dodano:2003-05-17 21:58:18
Email:alrpt.efmairsg@oatuutao@gsriamfe.tprla
Wpis:Sreb, piękne opowiadanie!!!!!!!!Cudowne i w ogóle!!!Chata nie ma , załamać się tylko.!!!!!!!
|
|
|
Nick:Megana
Dodano:2003-05-17 20:25:16
Wpis:Arek, jesteś boski....
jak zwykle zresztą....
|
|
|
Nick:Srebrna
Dodano:2003-05-17 20:20:38
Wpis:No cóż... Zrobię konkurencję Arkowi i wpiszę kolejną część "Niepokornej" ))
Miłego czytania
Niepokorna czII
- Może myślała, że ją obłaskawisz? Galadriela niczego nie robi bez przyczyny. A co do Aryante…Wiem, co masz na myśli. Już zdążyłem się przekonać jaki ma temperament. I myślę, że łagodne traktowanie nic tu nie da. Trzeba utemperować jej nieznośny charakterek.
- Jakoś nie mam serca bić dziecka. Co innego dorosłego elfa. Wtedy nie mam wyrzutów sumienia.
- To była aluzja?- śmieje się Haldir. I nagle poważnieje. Oczy smutnieją.- Malthon… Czemu mnie odrzuciłaś? Co złego jest we mnie?
Elfka nie patrzy na niego. Wbija wzrok w strzałę w swojej ręce. Milczy przez chwilę poczym odzywa się pełnym wahania głosem.
- W sumie, to sama nie wiem. Z początku bardzo minie pociągałeś. Intrygowała mnie twoja tajemniczość. Ale gdy tylko zaczęliśmy byś razem stałeś się inny… zaborczy… zazdrosny… Nawet nie wiesz ile samotnych nocy spędziłam przez ciebie. A Orophin to twoje przeciwieństwo. Ciepły, otwarty i szczery. Potrzebowałam wtedy takiej osoby. Bardzo. Ale wiesz, teraz coś między nami zgrzyta… Lubię go, ale właściwie go nie kocham.- stwierdza ze zdumieniem. Przez pięćdziesiąt lat byli razem, a ona nagle odkrywa, że to co ich łączyło nie było miłością.
- A gdybym się zmienił- szepcze Haldir obejmując ją w pasie- to pokochałabyś mnie? Bo ja cały czas o tobie myślę. Co robisz, co czujesz, o czym myślisz… To bywa czasem bardzo niewygodne. Kiedy naciągasz cięciwę, ale nie widzisz celu, bo przed oczami masz postać ukochanej.- Uśmiecha się ciepło.- Malthon, przemyśl to, proszę.
- Nie wiem Haldirze. Nie wiem. Żal mi trochę Orophina. Wmawiałam sobie, że go kocham. Ale choć starałam się to zagłuszyć, wciąż czuję coś do ciebie. O Eru! Dlaczego wciąż stają przede mną tak trudne decyzje?- Uwalnia się z uścisku elfa. Na jego uśmiech odpowiada skrzywieniem ust.- Przemyślę to Haldirze. Obiecuję. A Aryante nie będę już dłużej pobłażała. Trzeba wziąć ją krótko. Idę już. Po dzisiejszym treningu muszę się dobrze zrelaksować.
Ogląda się jeszcze na niego i zmęczonym krokiem zmierza w stronę domu. Haldir stoi na środku polany. W jego oczach płoną jasne iskierki. Malthon… Najpiękniejsza elfka, jaką nosiła ziemia Lothlorien i Rivendel. Ba, najpiękniejsza elfka w całym Śródziemiu. Jej uroda równa się urodzie Nimrodel. Orophin bezszelestnie podchodzi do brata. Kładzie dłoń na jego ramieniu.
- O czym rozmawialiście?
- O Aryante. Nawet ja mam jej chwilami dość.
- Nie mogliście rozmawiać tylko o niej. Widziałem jak się przytulałeś do Malthon.- W głosie elfa brzmi ostra nuta pretensji.- Wiesz, że jest ze mną.
- Czyżbyś był zazdrosny? Nie martw się bracie. Między nią, a mną nic nie było.- mówi to lekko i spokojnie, ale w jego tonie wyraźnie da się zrozumieć kontekst. Między nią, a mną JESZCZE nic nie było. Orophin jeży się.- A przytulić się chyba wolno? Chciałem ją pocieszyć. Do zobaczenia na uczcie.
- Do zobaczenia Haldirze. I pamiętaj, że Malthon jest moją partnerką!
Strażnik idzie w ślad za elfką. Biedny Orophin. Jest tak w nią zapatrzony, że nie widzi, co się dzieje. Wciąż żyje złudnym uczuciem, iż darzą się wzajemną miłością. A on ma zamiar zająć jego miejsce. Są sobie przeznaczeni. Orophin to zwykła pomyłka. Pokrzepiony tą myślą wspina się na swój talan. Zrzuca płaszcz i buty, podchodzi do okna. Z rozrzewnieniem spogląda na morze mallornów. Wsłuc***e się w szum wiatru. Szelest liści wciąż układa się w to słodko brzmiące imię. Haldir kładzie się na łóżku. Podkłada ręce pod głowę. Zasypia ukołysany szeptem Złotego Lasu.
Aryante biegnie pomiędzy drzewami. Szybko wymija zgromadzonych na placu elfów. Byleby tylko dostać się do stajni. Musi pojechać na wycieczkę. Odreagować dwie godziny spędzone w towarzystwie Malthon. Na wspomnienie głosu nauczycielki robi się jej mdło. Nie gniewała się. Nie wpadła we wściekłość. Potraktowała ją jak mama Zimno i beznamiętnie udzieliła nagany. Tylko fakt, że zdobyła się na nutkę złośliwości pociesza młodziutką elfkę. W tej chwili pragnie tylko jednego. Znaleźć się gdzieś z dala od Galadrimów. A później… Później pokaże Malthon. Już ona się dowie, na co stać mieszkankę Mrocznej Puszczy! Zatopiona we własnych myślach nie zauważa wysokiej postaci przed stajnią. Wpada na nią z całym impetem i przewraca się na ziemię. Zdezorientowana rozgląda się wokół siebie. Dostrzega zgiętego wpół jasnowłosego strażnika. Glorfindel. Co on tu robi? Miał przecież wyjechać. I jak ona teraz dostanie się do swojego konia? Chociaż… Zawsze można spróbować. Strażnik pomału prostuje się. Łapie oddech szeroko otwartymi ustami. Zwraca oczy na wściekłą elfkę przed sobą.
- Nie mogłabyś czasem uważać gdzie biegniesz? Oszczędziłoby to niektórym wielu cierpień.- Krzywi się masując swoją klatkę piersiową.- Mam nadzieję, że nie połamałaś mi żeber. A w ogóle po co przyszłaś?
- Po konia Glor. Nie na miłą towarzyską pogawędkę. Tylko mi nie mów, że nie mogę jechać.
- Właśnie tak moja droga. Nie możesz. Polecenie kapitan Haldira, który, o ile mi wiadomo, jest twoim opiekunem. Masz zakaz opuszczania Karas Galadhon. To chyba kara za próbę ucieczki i stratowania nauczycielki tydzień temu.- Dodaje kwaśno.- Tak, tak Aryante. Wie o tobie całe Lothlorien.
- Ale Glor! Tylko na chwilę. Nawet nie opuszczę Karas Galadhon. Naprawdę.
- Nie ma ale. Haldir wydał polecenia, a moim obowiązkiem jest się do niego stosować. Zresztą nawet gdybyś mogła, nie dałbym ci konia. A teraz do widzenia.
- Wszyscy tutaj jesteście tacy drętwi! I co z tego, że próbowałam uciec? Lothlorien jest śmiertelnie nudne! Chciałam się wyrwać na jakiś czas. W Mrocznej Puszy nikt by mnie za to nawet nie upomniał, choć jest tam niebezpiecznie. A tu? Od razu ograniczenie mojej wolności! Co to ma znaczyć!- Awanturuje się elfka.- Traktujecie mnie jak maleńkie dziecko! A ja jestem już prawie dorosła i mogę jeździć gdzie chcę! Nie obchodzą mnie wasze zakazy! Słyszysz Glor? Chcę opuścić granice Karas Galadhon i zrobię to! I nawet taki sztywny służbista jak ty mnie nie powstrzyma!
Naciera na poirytowanego elfa. Jednak nie bierze pod uwagę jego wzrostu i siły. Jest zbyt mała, żeby cokolwiek zdziałać. Usiłuje odsunąć Glorfindela z drogi, ale tylko przewraca się i ciężko siada na ziemię. Strażnik pomaga jej wstać i przytrzymuje uniemożliwiając ucieczkę. Z lasu wyłania się szczupła sylwetka Orophina. Aryante usiłuje wyrwać się z uścisku elfa.
- Puść mnie! Słyszysz! Puść!
- Powiesz o wszystkim Orophinowi. On będzie wiedział, co dalej zrobić. Współczuję Haldirowi.
Złotowłosy brat kapitana zbliża się. Na twarzy maluje się głęboka rezygnacja. Już drugi raz w ciągu tego dnia. Czy ona naprawdę nie może robić nic innego niż psuć dobry humor? Bardziej nieposłusznej i niepokornej dziewczyny jeszcze nie spotkał. Nic na nią nie działa. Staje przed uśmiechającym się krzywo Glorfindelem i naburmuszoną elfką.
- Aryante, coś ty znowu zrobiła? Glorfinderze, co się stało?
- Niech powie ci o tym podopieczna Haldira. O ile zechce otworzyć usta. Muszę iść. Wyjeżdżam do Rivendel.
Puszcza ramię elfki. Wchodzi do stajni. Orophin przygląda się jej uważnie.
- No więc? Powiesz mi, co znowu nabroiłaś? Aryante… Proszę…
Dziewczyna milczy. Zaciska usta i wpatruje się w punkt nad głową elfa. Strażnik wzdycha ciężko. Przygładza włosy.
- I tak się o tym dowiem. A konsekwencje będą poważniejsze. Idź do siebie. I nie sprawiaj już więcej kłopotów. Mam dość.
Idzie za Glorem. Aryante patrzy na niego, a w oczach widać furię. Z całej postaci bije złość i upokorzenie. Przeklina w duchu dzień, w którym się tu znalazła. Nikt jej tak dotąd nie traktował. Rodzice owszem, czasem zakazywali jej czegoś, ale gdy po pewnym czasie była grzeczna, ponownie dawali pozwolenie. A Haldir nigdy nie cofa kar. Powiedział jej, że już do końca swojego pobytu w nie wyjedzie za granice Karas Galadhon. Szarpnięciem otwiera drzwi pokoju. Rzuca się na łóżko. Z oczu ciurkiem spływają łzy. Nienawidzi tego miejsca! Choć jest tak piękne, nie może czuć się szczęśliwa. Nie przy Haldirze i Malthon. Ściąga buty i siada. Kapitan pewnie teraz śpi. Glorfindel wyjeżdża, a więc za chwilę już go nie będzie. A Orophin na pewno pójdzie na spacer do lasu, więc nikt nie będzie stróżował przy stajniach. Może spróbować. Ma duże szanse wyrwać się stąd. Uśmiecha się do siebie. Niech nie myślą, że mogą od tak narzucać jej swoją wolę. Cicho otwiera drzwi. Miękko przemyka w cieniu drzew. Wymija kilku strażników. Słyszy parskanie. Jest już blisko. Wbiega do środka. Wypatruje złotej sylwetki swojego konia. Ale nie widzi go nigdzie. Rozgląda się zdenerwowana. Przebiega wzdłuż boksów. Co się dzieje? Do uszu dociera czyjś cichy śpiew. Ogląda się spłoszona. Kto to? Ma dzisiaj prawdziwego pecha. Kuli się za przegrodą. Rozlegają się lekkie kroki. Smukła postać przesłania promienie słońca. Aryante wstrzymuje oddech. Z drewnianej belki spada jeden maleńki patyczek i z ledwie słyszalnym stukiem uderza o posadzkę. Może nie usłyszał… Myśli elfka. Proszę… Proszę… żeby nie usłyszał. Jednak elf usłyszał. Wchodzi głębiej do stajni. Rozgląda się uważnie. Jest bardzo podobny do Haldira. Rumil? Widziała go tylko dwa razy, ale to nie może być nikt inny. Rodzina tego strażnika ją prześladuje. Nie może dłużej wstrzymywać oddechu. Pomalutku wypuszcza powietrze. Stara się nie poruszyć żadnym źdźbłem słomy. Ale oddech wzbija ledwie widoczny obłoczek kurzu. Rumil zauważa wszystko. Pochyla się nad elfką. Na twarzy maluje się zdziwienie.
- Co tu robisz?
- Jesteś chyba czwartą osobą, która zadaje mi dzisiaj to pytanie.
- Chciałaś uciec… Haldir przecież wyraźnie powiedział.
- No i co z tego? Niech sobie nie myśli, że może mi tak po prostu czegoś zabronić! Ja nie uznaję ograniczeń.
- Lothlorien to nie Mroczna Puszcza. Może uważasz, że jest tu nudno i nic się nie dzieje, ale to nie prawda. Docierają tu orkowie i wargowie. Niejednokrotnie bywa tu bardzo niebezpiecznie. A konie i tak byś nie znalazła.
- Masz zamiar donieść o tym Haldirowi?- elfka wbija wzrok w słomę.- Unieruchomi mnie za to…
- Nie, nie powiem mu. Mam tylko nadzieję, że nie będziesz już więcej próbowała uciekać. Zrozum… To dla twojego bezpieczeństwa. Strażnik musi umieć zachować dyscyplinę.
- Rumil… JA nie chcę zostać strażnikiem! Nie chcę!!! To wszystko przez moich rodziców… To oni mnie tu wysłali. A czuję się jak wilk na łańcuchu! Nie podobają mi się wasze zwyczaje!
- Tak ci źle z nami? – Elf obejmuje ją ramieniem.- Wyobraź sobie, że mamy też dobre strony. A to, że różnimy się od Leśnych Elfów też nie jest złe.
- Jest! Chcę wrócić do domu! Tam, gdzie mogę jeździć dokąd chcę i tak długo, jak mi się podoba! Bez nudnej nauczycielki i despotycznego kapitana. Rozumiesz? Mam dość.
- Kiedy wyjechałem do Mrocznej Puszczy, też było mi na początku ciężko.
- Rumil… Dość tego. Przestań mnie pouczać! Właśnie tego nie mogę znieść. Rozumiem, ze do konia się nie dostanę. I nie zależy mi na twoim współczuciu. Wiem, że nie rozumiesz, co czuję. Taki grzeczny i układny braciszek nie jest w stanie pojąć niektórych spraw. Idę do siebie. Orophin kazał mi siedzieć w pokoju. I wiesz co? Wcale mi nie zależy na utrzymaniu tego w tajemnicy. Niech wie! Nie obchodzi mnie to. Może mnie ubezwłasnowolnić do końca szkolenia! I powtórz jeszcze, że Aryante wcale nie będzie grzeczna! Wymagacie abym wykonywała każde polecenie! Nie mam przez was życia!
- Aryante, posłuchaj…
- Daj mi spokój! Nie będę słuchała kolejnego kazania!!!
|
|
|
Nick:arek-hamerykon
Dodano:2003-05-15 21:45:20
Wpis:Przepowiednia
Nieumialem sie podniesc, informacja o smierci zony i syna mnie dobila mnie. Wtedy popatrzylem na wschod
- dlaczego! Dlaczego ja! Co ja takiego zrobilem? - krzyczalem - Przeciez wiem ze gdzies tam jestes o heh wszechmocny - zakpilem - a wie...
Niedokonczylem poniewaz zauwazylem jakas postac, wygladal z ta jego bujna broda dlugimi siwymi wlosami i szerokimi barami jak medrzec - krol ze starej legendy
- nie mow slow zbyt szybko jestes zdenerwowany zrospaczony ... Wiesz ze historia lubi sie powtarzac, przypomnij sobie co sie ostatnio stalo jak dzialales pod impulsem. Jednak twoj ojciec jest z ciebie dumny on tez swego czasu byl taki porywczy ... - przerwalem starcowi
- znales mego ojca ? Co miales na mysli mowiac mowi przeciez on ... nie zyje? - zadawalem pytania - a kim ty woogule jestes?
-tak znalem. Ooo! Przypomnialo mi sie - odsunal swoj stary lachman i z zanadrza stary kawalek papieru- to dla ciebie list od twojego ojca.
-co w nim pisze ?
-nie wiem nie patrzylem a nawet jezeli chcialbym zobaczyc nie moglbym to jest w khuzdulu- rzekl
Szybko zaczelem czytac bylo rzeczywiscie w khuzdulu sekretnym jezyku kraznoludow, we wspolnej mowie znaczylo to
czekaj pomocy z zachodu
przeszukaj polnoc
to co "zginelo" odnajdziesz na wschodzie
poludnie sie zachwieje
Popatrzylem jeszcze raz na starca jego reka spoczywala na pieknej klindze, na rece zauwazylem jakis pierscien.Spojrzalem jeszcze raz na list, list od ojca ale przeciez on nie zyje chyba ze... tak to musi byc gandalf.
-gandalf gandalfie !
Nie bylo go juz jedynie z tamtad gdzie powinien stac szedl haldir, schowalem list
-Wreszcie cie znalazlem.-powiedzial
Poczulem zimno czern przed oczami, zemdlalem... Gdy sie obudzilem bylem w jakims lozku, kiedy tylko podnioslem glowe podbiegla do mnie mloda gondorka conajmniej dziewietnastoletnia
- Ojciec kazal zebys lezal. -rzekla z pieknym usmiechem na ustach
-witaj corko aragorna.-rzeklem jeszcze zaskoczony ze jestem w gondorze
-jak ci na imie ?-nie bylem pewny czy to corka aragorna i arweny miala bo blond wlosy
-marwena moj panie patrzysz na me wlosy ze zdziwieniem wiedz ze mam te wlosy po ojcu aragorna arathornie.-mowila a jej slowa brzmialy dlamnie jak piesn slowika
Spojrzalem na moje ubranie a wtedy przypomnialem sobie o liscia ale czy to nie byl sen ? Szybko siegnelem do kieszeni list byl gdzie powinien.
-juz wychodze ubierz sie panie i pojdz do mojego ojca jezeli masz sily by chodzic sam.
Szybko ubralem sie zaczepilem miecz u pasa. Przeszlem pare sal otworzylem wielkie dzrwi I zobaczylem siwego juz krola aragorna u jego prawego boku arwene u lewego ksiecia eldariona I marwene.
-Witam krolu aragornie.-rzeklem
-Witaj Estelu agarwaenie-odpowiedzial
-eldarionie arweno morweno wybaczcie ale czy moglbym porozmawiac z aragornem na osobnosci ?
Szybko opuscili pokojmijajac sie z haldirem, gimlim I legolasem
- estelu !!!- krzyknelo ich troje I odrazu zaczeli mnie obsciskiwac
- Krolu musisz szybko wyslac armie na mordor zle sily sie tam odradzaja- powiedzialem nawiazujac do przepowiedni.
- to nie mozliwe estelu -szybko mowiac odpowiedzial legolas-wlasnie z tamtad wracamy nawet w najglebszych lochach postawilismy straze.
- agarwaenie dlaczego myslisz ze cos sie tam odradza ?-zapytal siwawy aragorn
-poniewaz...-I opowiedzialem mu pokrotce to co sie stalo -I mysle ze jak zlo ma sie odradzac na wschodzie to na pewno w mordorze
- madrze mowisz ale sami sprawdzalismy kazdy kat nie ma tam niczego- odezwal sie basowy glos gimlego
- dziwne ... a wiec moze gdzies kolo ereboru ?- zapytalem
- tez nie mozliwe nie moj bracie estelu - rzekl lekko zaciekawiony gimli
- hymmmmm- zamyslil sie aragorn
-heh no jasne morze rhun !!!Wody przebudzenia !- krzyknal legolas
- jezeli jakas bo nie jest powiedziane ze zla sila ma powstawac to na pewno tam, powinnismy tam pojsc, ale nie z wojskiem pare zaufanych osob. Wezniemy duzo zapasow. Co wy na to ?-zaoferowal krol
- tak prawda trzeba sprawdzic co tam sie teraz dzieje, od dawna planowalem wybrac sie w tamte strony pojde z toba aragornie- rzekl haldir
- ja tez pojde, moze spotkamy avarich.- rzekl swym pieknym glosem legolas
- ja ide tam gdzie leg- odezwal sie krasnolud
- spokojnie nie tak pochopnie, to daleka droga mozemy jej nawet nie przezyc, nie mamy pojecia jakie plemiona tam zyja - powiedzialem pesymistycznie
- ja wiem ze gdzies tam zyja avari I...- rzekl legolas
- ja mysle ze jakis szczep krasnoludow powinien tam zyc to teren gorzysty slyszalem ze wyglada jak raj dla krasnoluda- powiedzial gimli
- nawet jesli spotkamy krasnoludy albo avarich niesadze by byli nam przyjaciolmi elfy avari nienawidza pozostalych szczepow a co do krasnoludow kto ich wie prawdopodobnie tez nie lubia swych pobratymcow. Ale nie zostawie was samych jezeli mamy zginac zginmy razem.- rzeklem
- masz racje estelu ale isc trzeba pojdziemy mala liczba otwartych walk I sporow bedziemy unikac, jest nas piecioro moj syn pojdzie znami razem szecioro faramirowi zostawie dowodztwo nad gondorem dobrze zbierajmy sie.- powiedzial aragorn konczac narade
Poszlem do zbrojowni wzialem pare nozy do zucania I kolczuge pod skorzana kurtke, dlugo jeszcze wedrowalem po palacu przez przypadcek weszlem do pokoju marweny
- och przepraszam- rzeklem zawstydzony
- moj panie idziesz w dalekoa droge zazywaj odpoczynku poki mozesz - zucila
- tak racja ale powiedz mi marweno jak ja woogule znalazlem sie w minas tirith ?
- miales goraczke w szrych przystaniach leczyli cie dlugi czas potem gdy haldir wyjezfdzal do minas tirith wzial ciebie ze soba I jestes tuatj lezales przed trzy pelne tygodnie pod moja opiekom no I jestes - skonczyla
- dziekuje za opieke a teraz jezeli piekna pani pozwoli pojde do lozka
- powodzenia estelu
- bedzie mi zaprawde potrzebne
Kiedy tylko doszlem do pokoju zasnelem zdumiewajaca spokojnym snem, jednak wczesnie rankiem gimli mnie obudzil I zaprowadzil do stajni gdzie wybralem sobie bialego konia jak sie okazalo kon ten nalezal do marweny ktora kazala stajnemu wskazac mi tego konia, nasza kompania wyruszyla z trzema dodatkowymi konmi ktore wiozly jedzenie. Dosyc szybko dotarlismy do osgiliath tam przeprwawilismy sie przez anduine potem skrecilismy na polnoc jechalismy jakims przy mordorskim goscincem.
Po dluzszym czasie zaczelismy widywac spalone wioski ciala mlodych mezczyzn nie trzeba bylo dlugo czekac na klopoty. Tuz przy goscincu wrzala walka kilka dziesitek dobrze wyszkolonych ludzi szylo z wiekszych niz oni sami lukow do orkow chyba mordorskich. Niestety orkow bylo wiecej jeszcze chwila I zginal wszyscy z ludzi ja I gimli nie wytrzymalismy z bojowym okrzykiem skoczylismy do walki
- khazad aimenu !!
- lorien !- krzyczal haldir
- gondor gondor !- krzyczal mlody eldariom
- elendil- wyciagnal swojego andurila
Orkowie zaczeli uciekac spierzchli sie tych nazw a moze mysleli ze jest nas wiecej. Legolas jeszcze przedziurawil gardla tym ktorzy sie bronili. Gdy zrobilo sie spokojniej podszedl do nas mlodzieniec o ciemnego blond wlosach z jego boku leciala krew
- witajcie wedrowcy - zaczal - jezeli moge zapytac kim jestescie co chcecie w naszych ziemiach czyscie nam wrogiem czy prezyjacielem ?
- jestem aragorn syn arathorna krol gondoru sa ze mna: eldarion moj syn, haldir z lorien, legolas zielony lisc, gimli syn gloina I estel agarwaen- uklonilismy sie- wedrujemy nad morze rhun chcemy sprawdzic co takm sie dzieje. Mamy wspolnego wroga wiec raczej jestesmy wam przyjaciolmi-odpowiedzial aragorn
- jestem annmarth co znaczy dar losu, ci ludzie- powiedzial wskazujacna wojow- w sumie ich ojcowie wydobyli mnie z rak orkow mialem wtedy pol roku, wladca baskanow mnie zaadoptowal sam nie mial dzieci, no I po jego smierci ja tutaj rzadze. Wedrujecie do morza rhun wiedzcie ze tam panuja elfy avari, oporni trudno sie z nimi dogadac kiedys probowalismy ale niestety...
- wiemy ze...- zaczal aragorn
-ile lat temu wyzwolili cie z rak orkow ?- przerwalem
-okolo szesnastu.-odpowiedzial troche zdziwiony ze pytam o szczegoly
-achh...- polecialy mi lzy teraz zrozumialem co mialo znaczyc “to co "zginelo" odnajdziesz na wschodzie”- jestes moim synem...
- ojcze... wiedz ze poczulem to jak tylko cie tu zauwazylem- zaczal plakac obejmujac mnie
- a wiec zagadka rozwiklana a przytnajmniej jedna czwarta zagadki- powiedzial ucieszony haldir
- jestes podobny do swojej matki annmarthcie- rzeklem jeszcze placzac
- chodzcie zapraszam na kolacje - rzekl moj syn
Na kolacji dowiedzielismy sie tutejszych tradycji, takze o tym ze zyja oni w ciaglym strachu przed orkami ze potrzebuja pomocy, pokazali nam mape owego terenu. Opowiedzialem annmarthowi o mojej przeszlosci, wtedy on zrozumial ze nie moze tu zostac to nie jego przeznaczenie, zdecydowal isc z nami, a my chcielismy jeszcze sprawdzic co sie dzieje nad morzem Rhun. Ostroznosci nigdy za wiele.
O wschodzie slonca wyruszilismy na wschod razem z annmarthem. Wedrowalismy przez bagna piekne lasy, I wielkie polany widac bylo ze tu gdzies blisko sa domy elfow. Weszlismy w jeden z ciemniejszych lasow mialem zle przeczucia. Wydawalomi sie ze cos zaszelescilow krzaku obok, ze na drzewie cos sie poruszylo.
-Legolasie widzisz cos ?-zapytalem zlekniony
-Nie est...
Niedokonczyl poniewaz z kazdej strony wyszlo po dziesieciu elfow avari z napietymi lukami o dziwo mieli oni krotko strzyzone wlosy co w srodziemiu zadko sie zdarza. Patrzyli na nas z pogarda, z szeregu wystapil stary juz elf wydaje mi sie nawet ze o wiele starszy od elronda. Mowi z dziwnym akcentem wskazujac palcem na gimliego
- bedziemy rozmawiac tylko z krasnoludem
A wiec gimli I ja wystapilismy
-ekchem... chyba sie nie zrozumielismy powiedzialem krasnoludem- rzekl avari
- zrozumielismy bo zaprawde powiadam patrzysz na krasnoluda
-dziwne w twych oczach klamstwa nie widze... mysle ze masz ciekawa historie do opowiedzenia
idzcie za mna
Poszlem z gimlim do pobliskiego obozu avarich
- mowcie !- krzyknal
-wedrujemy z zachodu chcemy sie dowiedziec co tu sie dzieje a po za tym....-opowiedzialem mu moja historie
-jezeli polowa z tego to prawda... przerwal mu stukot koni
-gondor gondor ! Przepusccie mnie do waszego krola -mowil jezdziec za nim szedl aragorn I inni.- krolu morwe gondor sie pali jezeli...
- falenie pozwolisz ze ja bede mowil- przerwal mu aragorn- Moj sluga Falen przyniosl mi wiadomosc ze nie wiadomo skad orki zaatakowaly rohan arnor I gondor dzisiatki tysiecy, prawdopodobnie nim tam dojade orkowie beda rzadzic w kamiennym krolestwie krolo elfow avari Morwe prosze o pomoc... nie ja blagam o pomoc.- I ukleknal z pokora
- sojusz miedzy gondorem I elfami avari...-morwe sie zamyslil- bylismy odrzutkami... ale, hmm norwe !
-tak bracie ?
-co myslisz o tym pomysle ?
-Morwe bracie jezeli ty nie pojdziesz ja pojade sam z moim wiernym rumakiem
-czasami pochopne decyzje sa najlepszymi decyzjami. Aragornie nie mysl ze w tych okolicach nie ma orkow nie moge wyslac calej armi ale... masz moj tysiac ze mna I z moim bratem na czele. Nie ma czasu dosiadziecie koni.. No szybciej avari do broni !
Galopowalismy przez cala droge avari znaly tajne scieszki mozliwe ze zdazymy ale... ale zaduzo tych orkow czy nie polegniemy pod murami minas tirith ?Ale lepiej zginac zbronia w reku niz z choroby albo czegos podobnego. Trzeciego dnia musielismy zrobic postoj, konie avarich byly niesamowicie wytrzymala ale nie moga walczyc wycienczone. Aragorn chodzil stad I z powrotem wiedzial ze juz nikt nie bedzie bronil minas tirith mozliwe ze nie zabito wszystkich nie biorac niewolnikow.
Nazajutrz uslyszelismy gdzies w minas tirith grajacy rog elfow z rivendell chyba ucieszylem sie to na pewno Elladan I Elrohir moi ludzie bede tam walczyc. Odrazu wszyscy wsiedli na kon I ruszylismy, minelismy ruiny osgiliath nie znalezlismy zadnego czlowieka.
I wtedy zobaczylismy okolo miliona ludzi elfow orkow przy tej bitwie ostatni sojusz miedzy elfami I ludzmy wydawal sie buntem wiosek. Avari pieknie szarzowali nawet rohanska jazda musialaby sie przed nimi uklonic. Orkowie padali od strzal legolas, uciekali od mojego miecza, sily orkow malaly. Jezeli dalej tak pojdzie wygramy.
I wtedy zobaczylem czarnego jezdzca na wzgorzu, wygladal jak nazgul to...chyba jest nazgul, pierscien blyszczy na jego palcu
-estel zamnal !-krzyknal norwe
Kon moj byl wolniejszy od konia norwego a w dodatku grupa zuchwalych dunlandczykow zagrodzila mi droge nie mieli szans ale opuznili moja pomoc... Norwe swietny szermierz obcial glowe nazgulatowemu koniowi, niestety przyplacil to zyciem nazgul wbil mu miecz w brzuch krew wyleciala z ust norwego.
Zapatrzylem sie na ta walke I nawet sie nie spostrzeglem kiedy I moj kon zginal pod ciosem easterlingowskiego topora. Wstalem... orkowie, dunlandingowie, I inni rozsuneli sie to byl pojedynek miedzy mna a nazgulem. Miecz zakrecil sie w reku upiora pierscienia I w mgnienia oka uderzyl w moja klinge, zaskoczylo mnie to ale zdarzylem sparowac I jeszcze raz I tego z gory wyszlem z kontratakiem...to byl moj blad wybil mi miecz z reki zrobilem unik ale zapozno... ostrze zdazylo zawadzic o czolo...
Dotykam krwawiacego czolo patrze na reke “szlachetna krew” pomyslalem a zarazem wpadlem w furie podnosze miecz zbijam miecz nazgula w prawo I w lewo I jeszcze raz I teraz ciecie w brzuch albo cos gdzie powinien byc brzuch nazgul opadl na ziemie zaczelem go kluc chyba odcielem glowe,kto wie co anguirelem da sie zrobic. Wydaje mi sie ze go zabilem.
Krag wookolo mnie zaczol sie zwezac atakowali z kazdej strony, nie nawet ja nie moge walczyc z tyloma na raz. Jakis silny ork uderzyl mnie tarcza upadlem na ziemie... Krew pulsowala mi w uszach czolo krwawilo, orkowie I zli ludzie w okolo mnie. Wtesy poznalem co to strach balem sie ja wielki wojownik pol krasnolud bal sie. Wtedy zobaczylem pierscien na palcu nazgula wydawal mi sie taki piekny, byl moja jedyna nadzieja... Niewiedzialem ze zaraz przyjda przyjaciele z odsiecza coz...ubralem go swiat sie nie zmianil ja nie zniknelem, ale poczulem nowe sily miecz moj zatanczyl w reku rabal cial gniotl.
Ostrze zanurkowalo w ciele jakiegos orka wtedy czuje jak cosm wpija mi sie w klatke piersiowa krew zaczyna ciec trudno mi oddychac to czyjas strzala
-ahh- I nastepna
Jeszcze opare ze strzal znalazlo swoj cel, miecz wypad mi z reki opadlem na kolana bylem caly we wlasnej krwi, pierscien lsnil zlotem, chyba tylko on podtrzymywal mnie na zyciu. Powiedzialem sobie” jak zginac to tylko teraz”. Trudno bylo sciagnac pierscien wpil mi sie w skure sciagnalem go zostawiajac szrame na palcu....STracilem przytomnosc, I niestety nie zobaczylem jak moj syn I morwe przyszli mi z odsiecza, syn moj lepiej wladal mieczem niz ja, morwe elegancko odcinal glowy. Wygralismy
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
-marwen ?
-tak jestem przy tobie ?
-a wiec przezylem ?heh ilez to razy treacilem przytomnosc na polu bitwy
-tak przezyles koch...Estelu prosze cie obiecaj mi ze juz nigdy nie bedziesz walczyl .
Zaczeli sie namietnie calowac, I tak oto konczy sie historia estela agarwaena arkona neithana pol elfa pol krasnoluda nigdzie pozniej w zadnej ksiedze nie jest wspomniane jego imie.
Koniec
|
|
|
Nick:Haldirka
Dodano:2003-05-15 18:09:00
Wpis:Autro: Haldirka&Nina
"Wakcje"
Wszstko działo się na Mazurach(w Polsce oczywiście). Tam właśnie na wakacje przyjechali: Haldirka Boss, Nina niszczyciel menów i Haldir. Przybyli tu limuzyną, do hotelu "Gołębiewski". Leżeli sobie we trójkę nad brzegiem basenu.Nagle Haldirka usłyszała dziwny dźwięk jakby żaby.
-Co to było???
-Mój brzuch-odpowiedział zawstydzony Haldir
-Wiecie chyba trzeba cosik zjeść - powiedziała Nina, której włosy falowały na wietrze( nie będe mówić, że wszystkim chłopakom w koło na jej widok języki wychodziły na wierzch). No cóż nie każdy rodzi się z zniewalającą urodą. Powiedziała wskazując na Legolasa, który właśnie opalał sie na sąsiednim leżaku.
-może zamówmy telepizzę-zaproponował Haldir
-I lody smitenkowe z truskawkami-powiedziały równocześnie elficzki.
W tym samym czasie gdy Haldir zamawiał żarcie, przybiegł Severus Snape krzycząc:
-gdzie jest ten Potter(chyba chciał jego autograf)
-dawajcie mi go tu, now.-Wtedy wkurzona Haldirka wstała z leżka i udeżając Severusa w twarz, powiedziała:
-Nigdy nie użwaj przy mnie tego ******** języka.
Po czym przyszła pani Gienia i i wyniosła starucha.
Po chwili nad brzegiem basenu widać było, Wysoką postać w czarnych kąpielówkach z napisem "Znajdziesz to tu". Tak to napewno był Aragorn. Tylko on umie się tak alansować. Nawet ja nie umiem ruszać tyłkiem tak jak on. Matko jakie to żałosne było!!! Nie mogłam dłużej tego znieść!
Wyjęłam z kostiumu pistolet Niny, i trafiłam drania.
Po chwili wrócił Haldir z żarciem. Pizza była dobra, choc jak dla mnie zamało sera. Kiedy wreszcie skończyłyśmy obżerać się z Niną pizzą, zabrałyśmy się za lody. Już łyżka wędrowała do moich ust, kiedy rozwścieczony Aragorn przebiegł koło nas nadeptując mi na stopę, co spowodowało upuszczenie lodów do basenu. W tym momencie Haldir wstał z leżaka, podszedł do Aragornai z całej siły uderzył go w jaja mówiąc:
-jeszcze raz dotkniesz moją dziwczynę, a zrobię ci z jaj dróty telegraficzne.
Tak, nie będe opowiadać jaką Aragorn miał minę.
Póniej Nina wzięła Craiga, swojego chłopaka i poszła z nim do pokoju.
A ja siedziałam jeszcze z Haldirem nad brzegiem basenu:
-Haldirko, ja..
-Tak- powiedziałm. Patrzylismy się na siebie. Niebieskie oczy Haldira przeszywały mnie na wylot. To było naprawdę przyjemne
-ja chciałem..
Wtedy nasze usta się zetknęły, to był gorący pocałunek.
C.D.N
|
|
|
Nick:Srebrna
Dodano:2003-05-14 19:46:12
Wpis:Niepokorna
Słońce oświetla miejsce treningów strażników z Lothlorien. Jego złociste promienie padają na opierającą się o drzewo wysoką elfkę. Na jej twarzy maluje się wściekłość i jednocześnie rezygnacja. Rzuca ze złością łuk o ziemię. Siada ciężko pod drzewem. Czy Haldir zrobił to specjalnie? A może nie wiedział, kogo jej przydziela? A wszystko, dlatego, że wybrała innego. Elfka uśmiecha się drwiąco. Oczywiście, że zrobił to specjalnie. Nie może pogodzić się ze swoją porażką. I dlatego przydzielił jej tą paskudę. Łuczniczka słyszy ciche kroki. Odwraca głowę i uśmiecha się promiennie.
- Orphin! Nie sądziłam, że tu zawitasz. Miałeś być na patrolu!
- Już wróciliśmy. Fałszywy alarm. Czym się tak zdenerwowałaś? Ta mała pewnie dała ci się we znaki?
- Dała… O Eru! Ja nie wytrzymam dłużej. Nie mogę jej czegokolwiek nauczyć, bo jest uparta jak osioł. Połamała moje najlepsze strzały, dwa razy zerwała cięciwę i mówi mi, że to przeze mnie, bo niw umiem uczyć i jestem do niczego! Orphinie, ja ją kiedyś zleję! I Haldirowi też przyłożę! Wiedział, co robi!
- Malthon, uspokój się. Spróbuję z nim porozmawiać. Co się dzieje?- pyta osłupiały- Co ja takiego powiedziałem?
Elfka parska niepohamowanym śmiechem. Przytrzymuje się drzewa i zgięta wpół chichocze jak szalona.
- Orphinie, nie sądzę, żeby to cokolwiek zmieniło…- udaje się jej wydyszeć
- Dlaczego?
- Bo ja już z nim rozmawiałam… No i… troszkę mnie poirytował… więc…
Strażnik przypomina sobie brata sprzed kilku dni, z czerwoną plamą na policzku. Pytał się, co się stało, ale Haldir wyburzał coś niezrozumiale i kazał mu zająć się sobą. Wszystko nagle staje się jasne. Elf również zgina się ze śmiechu. Jego dumny i nieugięty brat musiał być wściekły… Łzy spływają po policzkach Orphina.
- Malthon, jesteś wspaniała… Nigdy bym się na to nie odważył I masz rację…Nie sądzę, żeby chciał iść teraz na ugodę.
Zza drzew obserwują ich brązowe oczy. Czarnowłosa, młoda elfka zeskakuje z pnia. Uderza pięścią o ziemię. Jak ona może! Jak Haldir mógł przydzielić jej tak beznadziejną nauczycielkę. Na niczym się nie zna. I nie umywa się do elfów z Mrocznej Puszczy. Nie umie posługiwać się łukiem tak jak oni. Dlaczego wysłali ją do Lothlorien? Co zrobiła? Wie, co. Głupie pytanie. Nie powinna była sama jechać do lasu. Matka wielokrotnie jej tego zabraniała. Ale ona nie znosi zakazów. I spotkała pająki. Rodzice nie chcieli słuchać jej tłumaczeń. Jak zwykle. Nigdy nie słuchają. Przypomina sobie ich ostatnią rozmowę. Jasnowłosa elfka stała przed nią i cichym, łagodnym głosem oznajmiała, co ją czeka za ten wybryk. Ojciec nic nie mówił. Nie gniewali się, nie krzyczeli, tylko po prostu wysłali ją na szkolenie do Złotego Lasu. I zabrali jej ulubionego, najwierniejszego konia. Elfka kopie w pień. Po twarzy ciurkiem płyną łzy. Jest tak wściekła, że nie słyszy kroków. Dopiero gdy ręka opada na jej ramię zauważa czyjąś obecność. Ogląda się na srebrzystowłosego elfa. Mina jej rzednie. Haldir… O nie… Strażnik przygląda się jej z irytacją.
- Czemu nie jesteś na treningu? Malthon cały czas czeka.
- Już byłam. Miałyśmy krótsze zajęcia.
- Nie kłam. Orphin powiedział mi o twoich dzisiejszych wybrykach. Co się dzieje?
- To przez nią! Dlaczego przydzieliłeś mi najgorszą nauczycielkę?
- Wstrzymaj się trochę przed rzucaniem obelg. Malthon jest najlepsza ze wszystkich. J szczerze mówiąc nie dziwię się jej, że straciła cierpliwość. Uspokój się i wracaj na trening. A jak usłyszę, że sprawiałaś problemy, to spotka cię kara. Rozumiesz?
Elfka zaciska zęby. Wbija wzrok w ziemię. Czuje się malutka i bezbronna, a nienawidzi tego. Ale nie śmie odszczeknąć. Wie, że musi iść, bo Haldir nie rzuca słów na wiatr. I do tego musi znieść dwie godziny ze złotowłosą faworytką.
- Tak jej bronisz, a przecież ostatnio dostałeś od niej w twarz. Trochę to dziwne. – rzuca złośliwie.
W oczach elfa płonie przez chwilę gniew. Dłoń sięga do rzemienia przy kołczanie.
- Idź już! Idź, bo zmienię zdanie i nie puszczę ci płazem porannych wyczynów.
Obrzuca ją gniewnym spojrzeniem i odchodzi. Elfka czeka, aż zniknie za drzewami. Wtedy daje upust swojej wściekłości. Wrzeszczy dziko i znów bije pięściami o ziemię. Oddycha ciężko. Musi iść. Jeżeli się nie zjawi, to Orphin doniesie o wszystkim bratu. Cicho przeskakuje zwalony pień. Wyłania się z lasu. Malthon siedzi na trawie. Opiera się o mallorna. Ma przymknięte oczy i nie zwraca uwagi na kroki.
- Wróciłaś… Mogę wiedzieć po co? Chyba nie chcesz znowu połamać moich strzał? Przykro mi, ale skończyły się. Będziesz musiała użyć swoich.
- Przyszłam ćwiczyć.
Elfka otwiera oczy. Przeciąga się. Bierze łuk do ręki.
- Jesteś pewna Aryante? Nie przesłyszałam się?
- Tak. Możemy zacząć?
Malthon wstaje. Podaje uczennicy łuk. Zaczynają trening. Aryante beznamiętnie i automatycznie wykonuje polecenia nauczycielki. Przynajmniej się nie awanturuje. Jednak równo w dwie godziny później, baz pożegnania ucieka z polany. Elfka znów opada na trawę. Słyszy ciche westchnienie. Na drugim końcu placu stoi Haldir. Bawi się strzałą. Spogląda na nią zielonymi oczami. Elfka spuszcza głowę. Nie ma ochoty rozmawiać. A zwłaszcza z nim.
- Malthon, możemy porozmawiać? Proszę, nie bądź dalej obrażona…
- Ja? Myślałam, że to ty jesteś wściekły.
- Byłem… Twój ostatni… Hmm… rękoczyn bardzo mnie zdenerwował. Ale chyba mi się należało. Dlatego teraz proszę, wybacz.
- Wybaczam. A ty? Nie gniewasz się?
- Nie gniewam. Chciałbym z tobą porozmawiać o Aryante…
- Haldirze… Nie poruszaj tego tematu… Nie wiem dlaczego mi ją przydzieliłeś i chyba nie chcę wiedzieć. Ale jedno ci powiem. Stąd nasz spór.
- Malthon, to nie był mój pomysł. Prosiła mnie o to królowa Galadriela.
- Królowa? Ale dlaczego? Ta mała to demon wcielony!
|
|
|