« 1 2 3 4 5 ... 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 ... 30 31 32 33 34 »
Nick:Haranye Dodano:2003-04-23 19:53:08 Wpis:"Spokojniej" było do ciebie, a to o grafice do HotBeast...
Nick:marcepanka Dodano:2003-04-23 18:23:57 Wpis:Har...nie wiem do kogo to było ale ja nic na Ciebie nie napisałam
Nick:Haranye Dodano:2003-04-23 18:12:17 Wpis:Piszesz przecież w "Co nowego?", Że bawiłaś się grafiką i masz nadzieję, że jest nie gorzej nią było... To grzecznie wyrażam swoje zdanie na ten temat. To moja opinia. Rany, spokojniej...
Nick:marcepanka Dodano:2003-04-23 17:28:25 Wpis:sorki Hot...
Nick:HotBeast Dodano:2003-04-23 17:24:04 Wpis:Mar, spokojnie, Meg- zgadzam się co do wpisów , a dla reszty mam radę żeby sobie poprzegryzali aorty, to może się troszkę uspokoją. Taka ładna wiosna nadciąga, czy wy tego nie widzicie...?
Nick:marcepanka Dodano:2003-04-23 16:54:49 Wpis:dajcie spokój ludzie!!!!...jestem dzisiaj w takim nastroju ze chyba wszystkim NOWYM i CZEPIAJĄCYM SIĘ nawtykam!!!!kurde...co WAs obchodzą te wszystkie opowiadania???..po co do cholery sie w ogóle tu wpisujecie i po co do cholery to czytacie???...zajmijcie sie swoimi sprawami i dajcie żyć po swojemu innym ludziom!!!!
gdzieś mam Waszw zdanie ,gdzieś mam to czy macie chłopaków identycznych jak Haldir,gdzies mam stwierdzenia Małej....nikt nie bedzie nami rzadził ani mówił co mamy pisać!!!!kurde....nikt Wam na siłe tej strony nie otwierał
maaaaatko..jaka ja dzisiaj jestem nabuzowana!!! MEG!!!MEL!!!!....
Nick:Haranye Dodano:2003-04-23 16:06:30 Wpis:Może się czepiam - obecna grafika też jest ładna, ale poprzednia mi się bardziej podobała...
Nick:Isa_z_Lorien Dodano:2003-04-23 12:21:28 Wpis:Pani nina haldirowa chyba byla bardzo zainspirowana Harrym Potterem. To przesyłanie listow poprzez sowy buehehehe.
Chcialam bardzo pozdrowic jedynego na tym swiecie, prawdziwego Haldira... Ktory niepotrzebowal doczepianych wlosow by nim sie stac. Haldir jest tylko jeden i tylko moj. Dziekujemy tez panu Craigowi Parkerowi za jego sobowtorowe podobienstwo.
Nick:elanor_of_mirkwood Dodano:2003-04-22 22:02:05 Wpis:AAAAAAAA!!!!!!!!!!! Przyjezdzam sobie do domciu, wchodze na moja ulubiona stronke.. i co widze?? ojej!! jak tu slicznie!!!! qrcze, nie zdarze nadrobic zaleglosci w ksiedze (
DO MAR: Dziekuje ci Sssskarbie za zyczenia :*****
Nick:Haranye Dodano:2003-04-22 21:05:14 Wpis:Ja też jestem wierną fanką Tolkiena... Ale widać jestem niewyładowana seksualnnie
Z jednym się zgodzę, czy wy nie macie już kompletnie, totalnie dosyć slashu haldirowo-legolasowego? Zgadzam się, że to dwa z ciekawszych (zewnętrznie) elfów, ale były przecież też inne: lord Elrond, jego synowie, Gildor, Erestor, lord Glorfindel, rodzeństwo Haldira, czy choćby ojciec Legolasa... A także zastępy ludzi, krasnoludów, hobbitów itd.

Do Niny: nie prościej było by spisać tego w txt i wysłać do Textów? Czytało by się lepiej...
Nick:Megana Dodano:2003-04-22 20:03:02 Wpis:Rany boskie, co sie na tej księdze dzieje???? Na chwile z oka jej nie mozna spuścić... Nina, czy ty masz jakąś erupcje natchnienia???? ale dlaczego w księdze?? czasem jestem cała szczęśliwa, że nie ja jestem właścicielem tej strony...
Nick:nina_haldirowa Dodano:2003-04-22 19:08:09 Wpis:Przepraszam Cię droga Mała, ale nie wszyscy piszą takie opowiadania, to po pierwsze, po drugie czytaj dokładniej księge gości, to wyczytasz też inne opowiadania, a po trzecie, jak Ci się coś nie podoba, to nie czytaj. Też jestem fanką Haldira i Legolasa i wcale nie uważam za słuszne Twoje stwierdzenia, nie mam nic przeciwmo tym opowiadaniom. Jeśli Ty nie przelewasz na papier swojej weny nie oznacza to ,że inni też mają jej nie "przelewać". Wiem, że to Twoje zdanie i każdy ma do niego prawo, dlatego ja odpowiedziałam, bo uważam inaczej i chciałam się moim zdaniem podzielić.
Nick:mała Dodano:2003-04-22 17:08:44 Wpis:jestem wierną Tolkienofanką i uważam, że te opowiadania to są takie *****oły, że można tylko siąść i płakać.czuję, że te historyjki są dla ludzi niewyładowanych sexualnie.i zostawcie Legolasa i Haldira!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!wymyślcie coś o Gimlim albo o Aragornie, nie mówiąc o Frodzie, Samie, Pippinie i Merrym.napiszcie o gorącej miłości Galadriel i Gimlego.nie mówię, żebyście przestali pisać to coś, ale nie piszcie ciągle o Legolasie i Haldirze!!!!!!!!!
Nick:nina_haldirowa Dodano:2003-04-22 16:20:49 Wpis:CZĘŚĆ IV INTELIGENTNE OPOWIADANIE CZĘŚĆ IV
Gdy w Rivendel Rondel szykował się do roli agenta Smitha2, Helcia przerzucała wszystkie rzeczy w szafie szukając czegoś odpowiedniego na spotkanie z Haldirem („Sukienka, sukienka, jeszcze jedna sukienka, no, po co mi tyle sukienek, jak i tak w nich nie chodzę”. Gdy znalazła wreszcie jakieś porządne spodnie i jakąś dość dobrze wyglądającą tuniczkę, jej orzeł czarny po raz drugi dzisiaj załomotał do jej okna (Nie będzie słowika!!!).
- No i co mi tym razem za wiadomość przyniosłeś-powiedziała do ptaka otwierając okno
Ptak miał przywiązany do szponów liścik, jak się później okazało był on od Wielkiej Galadrieli („No nie wierze, Galadriel nauczyła się wreszcie NORMALNIE przysyłać listy”. W liście tym znajdowało się zaproszenie na jakąś imprezkę w Lorien („No wreszcie przydadzą mi się na coś te kiecki!”- pomyślała Helga). Stwierdziła, że musi się dowiedzieć kto przyjdzie na tą imprezę, więc wykonała szybki telefon do Galadriel (rozmawiała wyjątkowo, jak na Nią krótko- jedyne 30 min.), aby dowiedzieć się kto by był na tej uczcie. Gdy już dowiedziała się kto będzie (Galadriel, Celeborn, Celebriana i Rondel (powiedział, że postara się być)Haldir, Kamila i Legolas, Arwen i Aragorn, Gandi (Gandalf), Saruman, Sauruś, Eowyn i Faramir, Eomer, Boromir (powstał z grobu), Borówa (Jagoda) i Eregorn (brat bliźniak Aragorna (myślicie, że to Aragorn walczył w Jarze, nic bardziej błędnego, on się „kurował” u Arwen, a w tym czasie Eregorn odwalał za Niego całą robotę)), Mrówcia (Karolinka T.) i Frodzio (no dobrze, niech będzie Frodo, bo Karolcia to jeszcze przeczyta i będzie zazdrosna), Glorfinindel i wiele, wiele innych interesujących postaci (w tym Gimli ze swoją nową „dziewczyną”- mgr Januszem Saczką (Kamila wie, dlaczego)i Gollum także z nową dziewczyną - mgr Zofią Rusek)))i postanowiła, że pójdzie na tą imprezkę (nie tylko ze względu na Haldira, ale także przez nową dziewczynę Gimliego i Golluma (ssssasasasasa, zemsta jest słodka!)), skończyła rozmowę i stwierdziła, że już 14:45,a ona musi lecieć na spotkanie. W tempie błyskawicznym doprowadziła się do porządku i pobiegła na spotkanie z Haldirem. Po pół godzinnym szukaniu dużej skałki dotarła wreszcie na miejsce. Czekał tam na Nią Haldir.
- Już myślałem, że nie przyjdziesz- powiedział z wyjątkowym spokojem Haldir.
- Najmocniej przepraszam za spóźnienie, ale zabłądziłam, tu jest tyle dużych skałek
- No to już wiem co Ci kupię na urodziny, kompas, JPS i teleskop, bo chyba masz problemy ze wzrokiem-odpowiedział z ironicznym uśmieszkiem, na co Helcia zareagowała dość żywo.
Zaczęła wrzeszczeć na w ogóle nie winnego Haldirka („Ja tracę swój cenny czas, aby się z Tobą spotkać, a Ty mi się tak odwdzięczasz!” i „Tylko po to chciałeś się ze mną spotkać aby mi dokuczać”. Na nieszczęście dla Helci, Haldir, oprócz tego, że był wyższy, to jeszcze był silniejszy, więc łatwo uspokoił wkurzoną na całego Helgę.
- Uspokój się dziewczynko. Nie ma się, o co obrażać, naprawdę. To, kiedy masz te urodziny?
- Nie powiem Ci! Mam już dwa teleskopy, piętnaście kompasów, cztery JPS, trzy pary okularów i dwadzieścia cztery mapy (i dwie busole, hihihi). Nie chcę już więcej- powiedziała nadal wkurzona.
- To dlaczego tego wszystkiego nie nosisz dziewczynko?
- No bo zapominam, a poza tym NIE JESTEM DZIEWCZYNKĄ!!!!!!!!!!!!!!!
- A kim, chłopczykiem?
- NIE!!! Jestem dziewczyną, ale mam imię! IMIĘ, wiesz co to znaczy?
- Nie, nie wiem, Halko
- Jestem HELGA, a nie Halka!!!
- No dobrze. Mam pytanie. Czy znasz dobrze Agatę?
- Znam ją z widzenia, ale tak lepiej to nie, a co?
- Nic, chciałem się dowiedzieć, bo się w niej zakochałem
- CO???
- Żartowałem! Prima aprilis, hahahahaha! Ale się dała nabrać- tego już biedna Helcia nie wytrzymała. Zaczęła wrzeszczeć, że już nigdy, nigdy, ale to nigdy nie przyjdzie na żadne spotkanie z nim i w ogóle (hihihi, mówiłam, że nie będzie słowika!!!)
C.D.N.(sssssssssssssssssssasasasasa, zemsta!)
Nick:Neilameane Dodano:2003-04-22 12:44:45 Wpis:O kurde! To się nazywa wena... Mam małą prośbę do Babajagi. Ta nowa grafika na stronie głównej jest super i lepsza nawet od popszedniej, ale te linie trochę przeszkadzają. Czy możesz je skasować?
Nick:nina_haldirowa Dodano:2003-04-21 21:45:58 Wpis:dodaję 3 część inteligentnego, special for Hal! I nie powiem, że pewna osoba mnie wkurzyła i wyszłam z chata.


CZĘŚĆIII INTELIGENTNE OPOWIADANIE CZĘŚĆIII
Kamila nie chciała nikogo słuchać, więc Helga postanowiła zadziałać inaczej. Podsunęła Kamili brukowca, którego wcześniej kupiła. Gdy Kamila przeczytała o tym filmie i zobaczyła zdjęcie aktora, który był wyjątkowo podobny do jej męża i nazywał się Orlando Bum, nie, to był, hm., Aha! Orlando Bloom! No, więc, najważniejsze, że pogodziła się z Legolasem i postanowili razem wrócić do Zamroczonej Puszczy. Helga natomiast wróciła do swojego przytulnego (a jakże!) domku, znajdującego się w lesie, sąsiadującym z Lorien. Miała tam wszystko (Internet, komputer, telewizor, telefon, toster i wiele, wiele innych przydatnych rzeczy codziennego użytku),no może oprócz faceta (tzn. elfa). Tak. Helga zaczęła dochodzić do wniosku, że musi znaleźć sobie jakiegoś elfa, który by ją nosił na rękach, sprzątał, wynosił za nią śmieci i w ogóle (no dobra, już nie będę taką feministką). A że mieszkała na odludziu, tzn. na odelfiu, nie było żadnych kandydatów na małżonków. Postanowiła, więc pojechać (tym razem na koniu) do Lorien, poszukać jakiegoś interesującego elfa (oczywiście nie powie tego wprost elfim strażnikom granic, czyli celnikom, tylko wymyśli jakąś bzdurę). No, więc wsiadła na swojego koniczka i pogalopowała na nim do Złotego Lasu. Gdy wreszcie tam dotarła natknęła się na (zgadnijcie, kogo?) Haldira, którego wcześniej poznała na naradzie u Rondla. Gdy elf poprosił ją o paszport zaczęła mu się z zaciekawieniem przyglądać i doszła do wniosku, że ma ładne oczy i że w ogóle jest przystojny i dobrze zbudowany (no dobrze już nie będzie romansów). Z poważnego zamyślenia wyrwał ją głos Haldira, który z wielkim zadowoleniem oznajmił naszej (tzn. mojej) Helci, że jej paszport jest nieważny (po tym stwierdzeniu Haldira, Helga doszła do wniosku, że z tą przystojnością, to był chwilowy zanik myślenia). No, więc, że Helcia była kłótliwa zaczęła się wykłócać i skończyło się na tym, że Haldir zaprowadził ją do Pani Galadrieli. Na szczęście Galadriel i Helcia były dobrymi znajomymi, więc Helga od razu dostała nowy paszport, a Haldir dodatkowe godziny pracy. Po tym dość miłym dla Helci incydencie („Ha ha ha, ja to mam wtyczki” -cytowałam Helcie, poza tym, gdy wychodziła zaśmiała się ironicznie do Haldira i powiedziała „No widzisz? I na co Ci była ta sztywność?”, no, ale on nie pozostał jej dłużny i podstawił jej nogę, ale „niestety” ona nie dała się nabrać, a tak na marginesie dobrana była by z nich para!). No, więc po tym incydencie Helga poszła na łowy. Po całodziennej włóczędze po Lorien, doszła do wniosku, że nie ma tam żadnego interesującego elfa. Wróciła do swojego mieszkanka, spotykając się na granicy z pełnym wyrzutu, ale jakże dumnym spojrzeniem Haldira (dobra, koniec owijania w bawełnę). Wzięła kąpiel i położyła się do łóżka. Cały czas myślała o Haldirze (to nie jest romans!). Nawet nie wiedziała dlaczego o nim myśli. Lecz w końcu, po dłuższym przestudiowaniu całej sytuacji doszła do wniosku, że się w nim zakochała (cytuję Helgę-„Holender, jest tyle elfów na świecie, a ja musiałam się zakochać w jakimś sztywniaku!”. Choć tak naprawdę (nie chciała się do tego przyznać, bo pragnęła zachować choć odrobinkę godności) podobała jej się ta jego dumna i władcza postawa (to już naprawdę koniec romansideł!). Myślała tak jeszcze przez chwilę, aż w końcu... zasnęła. Następnego ranka obudził ją (nie, nie głos słowika, ani innych takich bzdur): najpierw melodia przypominająca Fugę, która grana była przez budzik, a potem (nie, nie i jeszcze raz nie, to nie był słowik!!!) jej piękny orzeł czarny, który łomotał w okno swoim zakrzywionym dziobem. Miał on przywiązane do szponów liściki aż od trzech osób: pierwsza osoba podpisała się jako „młody_20”(chodzi o Sarumana), który zapraszał Helgę na imprezę z okazji jego „21” urodzin, drugą osobą był kumpel Helci, Severus, który po prostu chciał się dowiedzieć, co tam u niej słychać, a trzeci był od... Haldira, który chciał się z nią koniecznie zobaczyć na jakiejś skałce o godzinie 15:00. Bardzo zdziwił ją ten list. No, ale machnęła na to ręką i postanowiła tam pójść. Tymczasem w Rivendel zdarzyło się coś wyjątkowo interesującego. To znaczy, Rondel postanowił zagrać w filmie! W drugiej części „Matrixa” (grał też w pierwszej i całkiem nieźle mu szło, tylko Celebriana była zdenerwowana, ponieważ za jej mężem goniły miliony fanek, a poza tym Elrond później przez pół roku chodził w ciemnych okularach i w kółko powtarzał „Człowiek to wirus”! Teraz Celebriana się na Rondla obraziła (bo obiecał, że już nigdy nie zagra w filmie), choć szybko zmieniła zdanie, gdy Elrond powiedział jej ile za tą rolę dostanie pieniędzy i ile kupi jej za to sukienek.
C.D.N.
(opowiadanie napisane przez Helgę Haldirówę, wszelkie prawa zastrzeżone!)( czyli ninę_haldirową)
Nick:nina_haldirowa Dodano:2003-04-21 18:34:12 Wpis:CZĘŚĆ II: INTELIGENTNE OPOWIADANIE CZĘŚĆ II
W drodze do Portugalii Helga spotkała wielu znajomych. Pierwszą spotkaną była Kasia ze swoim mężem Nazgulkiem (Kasia próbowała sprawić, aby na przeźroczystym ciele Nagiego pojawiła się choćby znikoma opalenizna). Helga spotkała ich we Włoszech, gdzie miała zrobić zdjęcia stadionom. Aktualnie opalali się na pustej plaży (ludzie przestraszyli się ich pieska Renizmara, który opalenizną próbował sprawić, by szwy po „wypadku” z kwasem solnym stały się mniej widoczne). Aha. Warto dodać, że Nagi (Nazgul Kasi, to dla niewtajemniczonych) po raz pierwszy od kilku tysięcy lat zmienił swoje ubranko z czarnego na białe, bo jak mówił „Tu jest tak gorąco, że nawet w moim najzwiewniejszym płaszczu można się ugotować”. Od Kasi i Nagiego Helga dowiedziała się, że za niecały miesiąc będą urodziny Sauriego i że mają zamiar zrobić z tej okazji niezłą imprezkę w Hadesie („Cerberem się nie przejmuj, przekupi się go kilkoma orkami, Saruś (Saruman) z pewnością nie będzie zły”. Nazgul dowiedział się od Sarumana (ma się te znajomości), że Sauronowi całkiem nieźle powodzi się tam w Hadesie. Zaprzyjaźnił się z Syzyfem, a Hades pozwolił mu mieć oko na innych mieszkańców Hadesu (oko Saurusia widziało dużo lepiej, niż dwoje oczu Hadesa). Kasia i Helga rozmawiały jeszcze przez chwilę, a Nagi spotkał Balroga i poszli razem oglądać mecz (Juventus grał z Lazio i wygrywał już 4:1). W końcu Helga ich pożegnała i pojechała (no chyba nie myśleliście, że będzie szła na piechotę) swoim cudownym jaguarem (ma się tą klasę) do Francji. Spotkała tam opalającego się Sarumana, który z lubością czatował na laptopie (jego nick brzmiał „młody_20”,no cóż małe kłamstewko nikomu jeszcze nie zaszkodziło, ale pisać, że ma się 20 lat, choć tak naprawdę jest się o jakieś 135 lat starszy, to chyba drobna przesada). Na plaży opalało się jeszcze kilku Uruków, bo Francuzi mieli aktualnie fiestę i siedzieli w domach. Helga postanowiła nie przeszkadzać Sarumankowi, tym bardziej, że czatował z jakąś „młodą_20” (tak na marginesie, ciekawe ile ona miała lat).Pożegnała się z nim i wróciła do samochodu, spotykając jakiegoś małego chłopca z blizną na czole, machającym patykiem i mówiącym coś w stylu:”Do Hogwartu”, a potem „Na przeklętych Voldemortów, co mnie podkusiło do tego, by spróbować się teleportować, bez zapytania się Hermiony jak to się robi”, Helga podeszła do niego i powiedziała mu, że najbliższy dom wariatów jest w centrum miasta. On za to stwierdził, że jak się nie zamknie, to ją w ropuchę zamieni, bo jest czarodziejem. A że Helcia była wyjątkowo wybuchową osóbką, tak na biednego chłopca nawrzeszczała, że sobie przypomniał jak się teleportuje i wrócił do tego Howardu (nie, to było inaczej, a Hogwartu !). W końcu po wielu trudach (spotkała kilku dziwnych gości w pelerynach, wskazujących na nią palcem i mówiących „To ta, która przestraszyła wielkiego Pottera” i jednego gościa w czarnej pelerynie i z tłustymi sięgającymi ramion włosami, który jej pogratulował) Spotkała też dzikie plemię kibiców (ona też była kibicem, ale nie należała do ich plemienia), którzy biegli za jakimś pajacem krzycząc: „Hani, Hani”, i palili biało czerwony transparent z napisem: „Leci Adam, leci, Hanniego przeleci, bo ten Hani skacze blisko, a nasz Adam to ma wyskok!” Gdy wreszcie spotkała swego idola (Luisa) i zdobyła jego autograf, postanowiła pojechać na chwilę do Nowej Zelandii, bo czytała w jakimś brukowcu, że kręcili tam film pt.: „Władca Pierścieni”, a poza tym znalazła tam (w tym brukowcu) imiona swoich przyjaciół: Legolasa, Haldira, Galadriel, Arwen i wielu innych. Gdy wreszcie tam dotarła, zobaczyła komiczną scenę: otóż przez łąkę biegł Legolas, goniła go jego żona, Kamila wymac***ąca patelnią, a za nią biegły tłumy tzw. fanek (wyjątkowo niebezpieczne plemię, mogą zanudzić na śmierć) które biegnąc wołały coś w stylu „Orlando, daj nam swój autograf”(ostrzegałam). Najlepsza była Kamila biegnąca za Legolasem z patelnią i wołająca: „Już nigdy więcej nie pozwolę Ci iść z żadnymi Hobbystami na żadną wyprawę związaną z pierścieniem, ponieważ później okazuje się, że robiłeś rzeczy, o których nic mi nie wiadomo”. Legolas próbował tłumaczyć, że nie wie skąd te całe fanki go znają, ale Kamila nie przyjmowała tego do wiadomości. Helga postanowiła zapobiec katastrofie, czyli drugiej kłótni małżeńskiej (po pierwszej połowa talerzy z zamku w Zamroczonej Puszczy została porozbijana, a poszło o to, kto ma usiąść na miejscu obok Thranduila na uczcie), więc, gdy fanki znudziły się gonieniem za Legsem, to podeszła do nich i próbowała uspokoić Kamilę.
C.D.N.
Nick:nina_haldirowa Dodano:2003-04-21 18:01:30 Wpis:Przyślę dalsze części tego INTELIGENTNEGO OPOWIADANIA, ale teraz jestem tak dumna ze swego nowego opowiadania pt. ŚMIERĆ, że musiałam go teraz wysłać. Po prostu musiałam


ŚMIERĆ
Śmierć nadchodzi...
Może nadejść w nocy, w dzień, gdy jesteś we śnie lub w pracy. Przybędzie po Ciebie z kosą, którą zbiera żniwo śmierci. Zakapturzony, czarny cień, to ona. Nadejdzie, a Ty jej nawet nie zauważysz. Choćbyś nie wiem jak szybko biegał, ona i tak Cię dopadnie, choćbyś nie wiem jak dobrze się schował, ona i tak Cię znajdzie. Śmierć przychodzi po swoją ofiarę i nigdy nie odchodzi z pustymi rękami, zawsze zdobędzie, tego, którego chce. Każdy może stać się jej ofiarą. Następną możesz być Ty...

Było zimno. To była pochmurna i deszczowa noc. Niczym się nie różniła od innych jesiennych i pochmurnych nocy. Niczym? A jednak coś się tej nocy wydarzyło. Śmierć zabrała dopiero, co narodzone dziecko. Dziecko elfów. Calisto - tak miała mieć na imię, to była dziewczynka. Była? Nie. Ona jest. Śmierć nie zabrała jej po to, by odebrać jej życie. Przeniosła ją gdzieś, gdzie nie ma elfów. Do innego świata. Do świata ludzi. Calisto miała już nigdy nie dowiedzieć się kim tak naprawdę jest, miała już nigdy nie poznać swoich rodziców- Haldira i Helgi, nie poznać swojej prawdziwej tożsamości, tak jak wiele innych dzieci, ale czy tak się stało?
Calisto trafiła na próg domu państwa Rimman. Śmierć zostawiła ją tam samą w małym koszyczku. Do koszyczka przywieszona była karteczka z napisem, który brzmiał mniej więcej tak:

Drodzy Państwo.
Nie jestem w stanie zająć się moją córeczką. Ma na imię Calisto. Jestem biedna i bezdomna, więc nie będę mogła zapewnić jej godnego życia, a Państwo wyglądacie na dobrych ludzi. Proszę, przyjmijcie Calisto do swojej rodziny, niech będzie dla Was jak własna córka. Dziękuję bardzo. Z poważaniem
H.H.

Śmierć wiedziała, jakim językiem napisać ten list, aby Ci dobrzy ludzie zajęli się małą. W końcu nie pierwszy raz zostawiła dziecko pod drzwiami obcych ludzi. Zamazała atrament kroplami deszczu, aby wyglądały jak łzy. Zostawiła dziecko i odeszła. Nie obchodziło ją, co się z tym dzieckiem stanie. Wykonała swoje zadanie, a niech resztą zajmie się kto inny. Następnego ranka, gdy pan Rimman otworzył drzwi wejściowe z zamiarem pójścia do pracy ujrzał na progu koszyczek, a w tym koszyczku dziewczynkę. Wniósł ją do domu. Państwo Rimman postanowili zająć się dziewczynką. Byli oni młodymi ludźmi, oboje po trzydziestce. Mieli dwurocznego synka- Kamila i od teraz małą córeczkę- Calisto.
Calisto rosła jak na drożdżach. Gdy skończyła podstawówkę niczym nie różniła się od innych dzieci. Była zawsze wesołą i szaloną nastolatką. W niczym nie przypominała swoich rodziców - czułych na piękno i dumnych elfów. Jej uszy nie były szpiczaste, jakby to wyglądało u elfa. Wyglądała jak normalny człowiek, choć rysy twarzy miała podobne do rys twarzy swojej biologicznej matki, o której istnieniu nie wiedziała. Calisto miała piękne błękitne oczy. Oczy, które odziedziczyła po swym ojcu. Choć nie były to całkiem jego oczy, z których biła powaga, duma i rozwaga. Od elfów różniły ją też jej włosy. Nie były one ani złociste, ani blond, ani nawet brązowe. Miała kruczo – czarne włosy sięgające poniżej ramion, a także piękne, czerwone jak płatki róży usta. Co tu dużo mówić – Calisto była naprawdę ładną dziewczyną. Była też bardzo inteligentną, wysportowaną i muzykalną osóbką. I szczęśliwą. Wielu ludzi oddało by wszystko, aby być szczęśliwym, a Calisto była szczęśliwa będąc nieświadoma prawdy. Państwo Rimman nie powiedzieli jej, że nie jest ich córką. Miała własny pokój, brata, rodzinę i psa. Nawet nie myślała o tym, że to wszystko mogło być inaczej. Że gdyby nie Śmierć ona mieszkałaby razem z innymi elfami w Lorien, gdzie dostałaby bezcenny dar – nieśmiertelność. W tamtym świecie mogłaby żyć wiecznie ze swoimi prawdziwymi rodzicami, ale tak się nie stało. Teraz była człowiekiem i nic nie mogło już tego zmienić. Nic? Nie. Był jeden sposób. Musiałaby odkryć swoją prawdziwą tożsamość i przywołać do siebie Śmierć. Jak? Tego nie wiem. Calisto rosła. Spotkała chłopaka, wkrótce się pobrali. Była szczęśliwa. Aż pewnego dnia w domu wybuchła kłótnia pomiędzy Nią, a rodzicami. Nie wiem o co poszło, ale efekt tej kłótni był taki, że pan Artur Rimman, zazwyczaj człowiek spokojny, wykrzyczał córce w twarz, że nie jest jego córka. Że oni przygarnęli ją jak była maleńka. Wyjął z szuflady liścik i dał córce do ręki.
- Proszę. Przeczytaj sobie to moja droga, a zobaczysz, że nie kłamię.
- Dlaczego wcześniej mi nie powiedzieliście?! Jak długo mieliście zamiar to przede mną ukrywać!
Calisto – cała zapłakana – wybiegła z domu. Teraz jej całe szczęście legło w gruzach. Skierowała swe kroki do szpitala. Miała zamiar znaleźć swoją matkę. W mieście był tylko jeden szpital, więc zadanie miała ułatwione. Jeszcze te inicjały. Nie wiedziała jednak, że jej matki i ojca nie znajdzie w tym świecie. Oni byli w Lorien, gdzie żyli szczęśliwie. Do pełni szczęścia brakowało im tylko jej – Calisto. Calisto tymczasem wyszła ze szpitala. Nie znalazła, tego czego szukała. Nie było inicjałów H.H. w żadnej księdze. Te inicjały to też dzieło Śmierci. Wzięły się one od imion prawdziwych rodziców Calisto – Helgi i Haldira. Calisto wróciła do domu. Powiedziała mężowi, że źle się czuję i idzie spać. Przed spaniem postanowiła zażyć środki na uspokojenie. Nie przeczytała ulotki. Przedawkowała. Poszła spać i już nigdy się nie obudziła. Państwo Rimman bardzo przeżyli jej śmierć. Przecież ostatni raz, gdy się widzieli rozstali się w atmosferze kłótni i wzajemnych pretensji. Helga i Haldir, tam daleko w Lorien też coś poczuli. Jakby coś stracili, albo kogoś. Dziecko? Nie. Dzieci śpią spokojnie, wszystkie żyją. Nagle pomyśleli o Calisto. Nie. Ona przecież umarła dwadzieścia pięć lat temu. Oni też nie wiedzieli o Śmierci. Nikt jeszcze nie odkrył jej spisku. Czy do końca świata będzie odbierała dzieci, nieświadomym niczego rodzicom? Ci rodzice, różnych ras – ludzie, elfy, krasnoludy, czarodzieje, wampiry nawet – nie wiedzą, nawet się nie domyślają, że ich dzieci nie tylko umierają, ale także przenoszone są do innego świata. A czy mają pojęcie o innych światach? Nie. Nawet najwięksi elfi mędrcy jak Galadriel i Elrond nie wiedzą o istnieniu innych światów. Ale może kiedyś nadejdzie czas, gdy jakieś dziecko odkryje prawdę. Może spisek wyjdzie na jaw. Takie dziecko może kiedyś obudzić się z transu niewiedzy i odkryć prawdę. Takim dzieckiem, które sprawi, że Śmierć nie będzie już zabierać dzieci, możesz być Ty... Choć czy Śmierć da się tak łatwo zdemaskować? Tego nie wiem.

THE END
By Helga Haldirówa
Nick:nina_haldirowa Dodano:2003-04-21 17:13:11 Wpis:to jest duuużo starsze opowiadanie od tego smutnego

INTELIGENTNE OPOWIADANIE
Dawno, dawno temu, za górami, za lasami, za siedmioma dolinami (inteligentne rozpoczęcie) żyły elfy (obecnie znajdują się w sklepach, w paczkach chipsów). Mieszkały one w: Rivendel (gdzie królował papcio Rondel), w Lorien (Haldirek!!!), nad morzem (elfy lubiły się opalać) i w niejakiej Zamroczonej Puszczy. Pewnego dnia na zebraniu w Rivendel spotkało się „kilku” elfów między innymi: Rondel (no dobrze Elrond), Galadriel, Celeborn, Celebriana, Haldir, Legolas (to ten z Zamroczonej Puszczy),Tharanduil, Arwen („Nie Aragornie, to zebranie wyłącznie elfów, zajmij się naszym synkiem i nie marudź!”, Kamila (zgadnij czyja małżonka, aha, ona będzie pół-elfem, tak jak Rondel) no i Glorfindel (tyle wystarczy, reszty nie pamiętam).Około piętnastu minut po rozpoczęciu narady do sali wpadła jeszcze jedna osoba (zgadnij, kto się tak spóźnia)
- Witaj Helgo, miło,że zaszczyciłaś nas swoją obecnością-odezwał się papa Rondel
- Najmocniej przepraszam za spóźnienie, ale normalnie się zgubiłam!
- Ale przecież wysłałem Ci zaproszenie z dołączoną do niego tydzień wcześniej mapą, specjalnie, abyś się nie spóźniła.
- No tak, ale dopiero wczoraj skończyłam remont skrzynki pocztowej.
- Remont skrzynki pocztowej?
- No tak, musiałam ją powiększyć, bo gdy wyjadę na wakacje do Portugalii na pewno przyjdzie dużo listów.
- Aha-odpowiedział Elrond mrucząc pod nosem coś w rodzaju „Ach, te pół-elfki”
W tym czasie Arwen i Kamila prowadziły interesujący dialog na temat swoich mężów, Celeborn i Galadriel próbowali przekonać Celebrianę, że Rondel był najlepszą partią, jaką mogli jej zaoferować, Legolas, Glorfindel i Thranduil (czy tam Tharanduil, sama nie wiem) prowadzili dyskusję na temat (cytuję Legolasa) ”Jestem pewien, że ja i moja żona jesteśmy ze wszystkich tu zebranych najładniejsi” (a teraz Thranduila, próbującego nauczyć syna skromności)”Ależ Legolasie, to nie jest w nawykach księcia, aby się tak przechwalać, nawet, jeżeli ma się rację”(i Glorfindela) ”Kochany książę, Twój ojciec ma rację”. Papcio Elrond postanowił wyjść i napić się czegoś mocniejszego, ponieważ stwierdził, że nie może już słuchać tej (jego zdaniem) bezsensownej paplaniny. Tymczasem na jednym z krzeseł w kącie siedział sobie Haldir, zachowując wrodzoną sobie (ale jakże uroczą) sztywność, którą okazywał, gdy znajdował się wśród obcych, gdy trzeba było być oficjalnym lub, gdy po prostu nie miał nic lepszego do roboty. Helga (będąc wyjątkowo towarzyska) postanowiła elfa zagadnąć, lecz po chwili stwierdziła, że Haldir (to zdołała z niego wydusić) nie zamierza zawierać nowych znajomości, więc grzecznie się pożegnała i poszła zobaczyć, co robi Rondel. Trzeba dodać, że w między czasie Kamila i Arwen pokłóciły się o to, który - Legolas, czy Aragorn jest przystojniejszy, Legolas obraził się na Glorfindela, nie mówiąc już o Thranduirze, Galadriela straciła cierpliwość i zmieniła się w zieloną potworę ryczącą i goniącą uciekających Celeborna i Celebrianę (cała ta scena wyglądała komicznie), Haldir wstał wreszcie i próbował uspokoić swoją Panią (o Wielką Galadrielę chodzi) i w ogóle zaczęło się robić ciekawie, gdy nagle ni stąd, ni zowąd pojawił się Gandalf i wszystkich uspokoił (tłumaczył potem, że te krzyki słychać było na Hawajach, i że musiał coś z tym zrobić, a później robił nam wyrzuty, że się przez nas nie opalił). Papcio Rondel musiał się położyć, ponieważ wypił za dużo whisky i gadał coś w stylu:, dlaczego spośród tylu elfek wybrałem właśnie ją i coś jeszcze śpiewał, to było coś do melodii elfickiej pieśni wojennej tylko słowa brzmiały inaczej („A ja mam już dość”- skąd ja to znam?). Celebriana zachowała spokój i udawała, że nic nie słyszała, ale Elrond miał potem podobno niezłą aferę w domu. Gandalf pojechał na wakacje (tym razem na Bahamy)i całe towarzystwo się rozeszło. Papa Rondel i Celebriana zostali w Rivendel, Arwen wróciła do Aragorna, Legolas, Kamila, Thranduil i Glorfindel wrócili do Zamroczonej Puszczy, Pani Galadriela (w końcu się uspokoiła), Celeborn i Haldir wrócili do Lorien, a Helga od razu pojechała do Portugalii zdobyć autograf Luisa Filipe Madeiry Caeiro Figa, który był piłkarzem (Helga uwielbiała football, choć żaden inny elf i pół-elf nie rozumiał, o co w tej grze tak naprawdę chodzi), potem miała jechać na chwilkę do Francji, aby zdobyć autograf innego piłkarza – Zinedina „Zizou” Zidana.
C.D.N.
Nick:nina_haldirowa Dodano:2003-04-21 16:25:24 Wpis:hejka!!!!!!!!Miłego Dyngussssa
Jak znajdę wenę, to coś napiszę, pozdrówka
Nick:Anonim(Znacie mnie, popro Dodano:2003-04-20 21:00:04 Wpis:Patrzyłam jak On pada
Na ziemię pełną trupów
Pobiegłam więc jak lampart
By pomóc memu bóstwu
Podeszłam w jego stronę
Lecz płakać mi się chciało
Twarz Jego zawsze gładka
Coraz bardziej bladła wśród mroku
Oczy Jego złociste
Świeciły wśród strzał ognistych
A włosy zawsze czyste
Falowały wśród gromkiej ciszy
Na pół żywy i pół martwy
Słowa te wyszeptał
"mój koniec wreszcie nastał"
"idę więc tam w górę"
"lecz w myślach będe z tobą"
"by zburzyć twoją ciszę"
Łza moja, lekka niczym piórko
Spynęła po policzku
Do głębi Jego serca
Co miłość niosło wszystkim
I wtedy Jego dusza
Niczym anioł boski
Unisła się ku góże
Do bram niebiańskich
********************************************
Ten wiersz napisany został podczas załamnia, nie jest on nadzwyczjny. Chodziło tylko o to by wyrzucić z siebie to załamanie.
Nick:Neilameane Dodano:2003-04-20 18:52:46 Wpis:Wesołych świąt i mokrego dyngusa!! Jeśli chodzi o Haldira, to on przecież nie umarł. To był tylko głupi wymysł PJ! W książce o jego śmierci nie jest nic napisane. Co prawda w książce nie ma też nic napisane, że Haldir wspomagał wojska Rohanu przy bitwie o Helmwy Parów/Jar, i za to rozszerzenie roli Haldira mu dziękuję.
Nick:Srebrna Dodano:2003-04-19 19:33:35 Wpis:Jeszcze raz wesołych świąt i mokrego dyngusa!!! Jutro będę koffane Elfki i koffany Arku! Aha... Dzięki, że ktoś przeczytał moją tfu- rczość... Jeżeli tak, to przeżyjecie chyba jeszcze Polowanie?

Lekką stopą muskam trawę
Wsłuc***ąc się w strumienia szept
Wesołych ptaków śpiewną gwarę
Z kompana mając własny śpiew
A słońce gładzi mnie po twarzy
Na dłoni skrzy się rosy kropla
W oczach mieni się gwiazd blask
W koronach drzew wiatr gwarzy
Nucąc mi zielonej puszczy śpiew
Zza lśniącej tęczy wodospadów
Ciche kroki, dźwięczny śpiew
I płasz utkany ze światła
Zielony, czuły wzrok
Po mchu kobiercach lekko idziesz
Tanecznym krokiem się przybliżasz
Na ustach twoich uśmiech łowcy
Co złapał trop i pewny jest ofiary
A w oczach płonie miłości blask
I w dłonie jak w sidła, tak upragnione
Jak drogocenną zdobycz mnie chwytasz
I oswajsz piesczotą i słowem
A dotyk silniejszy jest od więzów
Już mnie masz, już złapałeś
Nie umknę już przed twoim wzrokiem
I zostanę przy twoim boku
Na zawsze wierna, ukochana
Nick:Le Moulin Rouge Dodano:2003-04-19 18:30:38 Wpis:Pozdrawiam wszystkich fanów elfów ze Złotego Lasu, a w szczególności tego najprzystojniejszego...
Nick:nina_haldirowa Dodano:2003-04-19 15:12:10 Wpis:dalsza część mojego debiutu- opowiadania pod tytułem SMUTEK-NIEJEDNO MA IMIĘ. Mam nadzieję, że nie wyda się Wam ono beznadziejne, albowiem jestem beztalenciem jeśli chodzi o opowiadania, a to wydaje mi się całkiem niezłe.


Czułam się taka samotna. Nie mogłam znaleźć ukojenia. Powracały wspomnienia. Nasze pierwsze spotkanie, ślub, wesele. Wtedy byłam najszczęśliwszą osobą na świecie. Pragnęłam, aby to szczęście trwało wiecznie, a teraz? Teraz czuje tylko ból. Już nigdy nie będę szczęśliwa. On był moim szczęściem. Teraz to szczęście odeszło razem z nim i już nie powróci. Patrzę w niebo. Księżyc jest w pełni. Takie księżycowe noce zawsze spędzaliśmy razem. Siedzieliśmy na polanie, rozmawialiśmy i śmialiśmy się. Teraz już nikt nie usłyszy naszego wspólnego śmiechu. Czas wrócić do domu. Wstaję. Idę w kierunku domu. W mieście śpiewane są pieśni żałobne. Elfy opłakują zmarłych wojowników. Opłakują Haldira. Nie mam sił, aby się do nich dołączyć. Moje serce jeszcze krwawi. Za wcześnie dla mnie na takie śpiewy, bo ja nie uwierzyłam w jego śmierć. Cały czas miałam nadzieję, że on nie umarł. Że wróci do mnie i że będzie tak jak dawniej. Mijał czas. Całymi dniami i nocami siedziałam przy bramie wjazdowej i czekałam. Czekałam na nikogo. Elfy przechodziły koło mnie i patrzyły na mnie ze współczuciem, ale ja nie potrzebowałam współczucia. Pragnęłam tylko jednego. Aby mój mąż do mnie wrócił. I tylko tego potrzebowałam. Prawie nic nie jadłam. Wyglądałam okropnie. Pewnego dnia stojąc przed bramą zemdlałam. Zaniesiono mnie do Pani Galadriel. Medyk kazał mi dużo jeść i nie ruszać się z łóżka. W końcu wróciłam do normalnego wyglądu, ale co z tego. Moja dusza cierpiała. Haldira nadal nie było. W końcu postanowiłam. Odjadę stąd i odnajdę Aragorna i Legolasa. Oni ostatni widzieli mojego męża przy życiu. Zależało mi na spotkaniu z nimi. Poszłam do Lady Galadriel i powiedziałam jej o moich zamiarach. Nie wyraziła sprzeciwu. Poszłam się spakować. Gdy już byłam gotowa do drogi, poszłam pożegnać się z Rumilem.
- A więc wyjeżdżasz Calisto?
- Tak Rumilu. Zrozum mnie. Muszę się z nimi zobaczyć.
- Wiedz, że nie popieram Twojego pomysłu, ale nie będę Cię zatrzymywał. Wiem, że tylko ze względu na Haldira nie wyruszyłaś wcześniej w świat. Jedź, ale uważaj na siebie. Będziemy tęsknić.
Nick:Srebrna Dodano:2003-04-19 11:48:37 Wpis:Wiecie... Tak wczoraj mnie naszła ochota na pisanie... i napisałam coś w rodzaju wiersza- opowieści...

Białe grzywy fal
Omywają smukły dziób
A szare burty lśnią
W wiecznym blasku gwiazd.
Oddech wiatru silniej szarpie
Żagle utkane ze światła
W gładką taflę uderza
Setka piór srebrnych wioseł
Na dziobie sam stoi
Smukły, pelen mocy
Kapitan, morza druh
W oczach dbite lśnienie
Blasku nieznanych gwiazd
W czarnych źrenicach przypomnienie
Domu co został w oddali
Załoga statku cicho nuci
W zapomnianym już języku
Pradawnej mowie żeglarzy- elfów
Nigdy nie znanych podróżników
W górę wyciąga rękę
W dłoni płonie biały ogień
Na pokład spada diament
Zaklęta łza śmiertelnika
Płyną dalej, całą wieczność
Wciąż tułając się po Martwych Morzach
Na niebie zawsze obce gwiazdy
I tylko jedno pozostało
Z rodzinnej wywiezione ziemi
Ten biały diament
Łza śmiertelniczki, co pokochała
Nieśmiertelną duszę elfa
I patrzyła, jak odchodzi
Znika za horyzontem innego Świata
I to ich trzyma na bezdrożu
Do bram raju broniąc wstępu
Bo jest śmiertelne...
Odrzuć klejnot kapitanie!
Błagają elfa żeglarze
Już od wieków w dłoni trzyma
Diament, by cisnąć go do morza
By zginął w otchłani zapomniany
Lecz serce nadal pamięta
Skażone śmiertelności oddechem
Nie odrzuci miłości wspomnienia
I będą się tułać po Martwych Morzach
Pod zawsze obcym gwiazd lśnieniem
Dopóki każdy nie odrzuci
Śmiertelników skazy zwanej
Wspomnienie...

Wybaczcie mi proszę, to, co tutaj popełniłam...
Nick:Haldirka Dodano:2003-04-18 19:37:03 Wpis:"Angel"
I saw an angel in my dream
His blue eyes fixed on me
I saw an angel in my dream
He was walking near me
I saw an angel in my dream
He was singing a sad elvish song
I saw an angel in my dream
He was crying; his heart was crying
I saw an angel in my dream
He was leaving Middle-Earth; his soul was crying
I saw an angel in my dream
I saw Haldir in my dream
****************************************
Dziękuje, Dziękuje.
Autografy rozdaje na czacie.
Nick:nina_haldirowa Dodano:2003-04-18 19:15:51 Wpis:SMUTEK-NIEJEDNO MA IMIĘ

Nie wiem, co się ze mną dzieję. Jest zimno, choć tak nie powinno być w Lorien w środku lata. Ja czuję się dziwnie. Mam już ładnych parę lat, ale nadal czuję się, jakbym była dzieckiem, a przecież wcale tak nie jest. Mam męża – dowódcę elfich oddziałów – Haldira. Jestem szczęśliwa, ale czegoś mi w tym szczęściu brakuje. Chciałabym poznać świat, ale nie mogę zostawić Haldira. Nie. Za bardzo go kocham. Jestem elfką. Elfki nie powinny być ciekawe świata i szalone. Muszą być poważne, dumne i stałe, a ja taka nie jestem. Gdyby nie Haldir, już dawno by mnie tu nie było. Nawet Galadriel nie przekonałaby mnie do zostania w Złotym Lesie. Teraz czuję się taka samotna. Haldir wyjechał na bitwę, gdzieś daleko w Hełmowym Jarze. Gdyby nie to, że mnie przez cały dzień prosił o zostanie w Lorien, pojechałabym z nim. Przecież umiem strzelać z łuku, walczyć na miecze, jeździć konno. No cóż, trudno. Może następnym razem mi się uda. Niedługo powinni wrócić z Jaru nasi wojownicy, a wśród nich mój Haldir, mój kochany. Nie wiem, co bym bez niego zrobiła. Słychać róg. Wrócili! Wreszcie! Myślałam, że już się nie doczekam. Wybiegam z domu. Chcę im wyjść naprzeciw. Ale co widzę? Z trzystu wojowników wróciło tylko ok. trzydziestu? I gdzie jest Haldir? Podbiegam do Rumila, który szedł na czele.
- Rumil! Jak Ty strasznie wyglądasz! Gdzie reszta? Gdzie Haldir, mów!
- Tak mi przykro Calisto. On... Zginął. Już nie wróci. Nigdy. Walczył bardzo dzielnie i bohatersko. Poległ na polu walki jako bohater. Przed śmiercią kazał Ci to dać. Naprawdę bardzo mi przykro.
Rumil podał mi srebrny wisior przedstawiający smoka. Był naprawdę piękny. Z tyłu wyryte był słowa: „Zachowaj mnie w swoim sercu – Twój Haldir”. Nie mogłam uwierzyć, że Haldir zginął. Nie, tylko nie on. Dlaczego. Czemu on poszedł na tą głupią bitwę? Popatrzyłam na Rumila. Spuścił głowę. Po policzkach spływały mu łzy. On też był zrozpaczony. Stracił brata. Wiedziałam, że teraz on nie będzie w stanie mi pomóc. Nikt mi już nie pomoże. Chciałam odwrócić czas, ale nie potrafiłam. Pobiegłam przed siebie. Chciałam pobiec do Jaru i posiekać na kawałki tego, który zabił mojego męża. Ja nie chcę. Nie chcę już żyć. Przystanęłam na jakiejś polanie. Zaczęłam krzyczeć. Szukałam adresata moich słów, ale nikogo nie było. „Dlaczego odszedłeś!? Dlaczego zostawiłeś mnie samą!? Wróć do mnie! Nie poradzę sobie bez Ciebie! Eru! Słyszysz! Wołam Cię! Oddaj mi męża! Nie możesz mi go zabrać! Tylko nie jego.” – to były moje słowa. Łzy coraz bardziej napływały mi do oczu. Upadłam na kolana. Byłam przemoknięta do suchej nitki, ale nie obchodziło mnie to teraz. Teraz pałałam żądzą mordu. Chciałam się zemścić za to, co mnie teraz spotkało.
Nick:Ethowa Haldirowa Dodano:2003-04-18 09:52:29 Wpis:OD DZISIAJ ZMIENIAM SIĘ. NADCHODZI NOWA.NIE, NIE WYPRANA W PERWOLU KOLOR MEDŻIK. OD TERAZ PODPISUJĘ SIĘ JAKO nina_haldirowa (FANFAR)DZIĘKUJĘ ZA OKLASKI, DZIĘKUJE, DZIĘKUJE. CZYLI TERAZ NIE BĘDZIE JUŻ ETHOWY HALDIROWEJ, TYLKO nina_haldirowa. DZIĘKUJĘ ZA UWAGĘ. DO USŁYSZENIA.PRZEŚLE WAM MOJE OPOWIADANKO O ŚMIERCI OK?OK, NO TIO NARA
Nick:Srebrna Dodano:2003-04-17 12:31:32 Wpis:Trochę mi głupio, że ostatnio tylko ja się tak udzielam...Ale mówi się trudno. Ostatnio dysponuję czasem i wklepuję kolejny kawalątek... Proszę o wyrozumiałość po raz kolejny.

Ognisko płonie. Pomarańczowe płomienie oświetlają polanę. Rumil już po raz trzeci zmienia rannej opatrunki. Rana przestała krwawić, lecz dziewczyna ma gorączkę. Nagle z głębi lasu dochodzi ciche parskanie. Dwaj młodzi strażnicy meldują przybycie Haldira. Jasnowłosy elf zeskakuje z siodła. Podchodzi prosto do braci. Patrzy na pogrążoną w letargu dziewczynę. Klęka przy niej. Odgarnia wilgotne włosy z czoła. Patrzy w oczy Rumila.
- Musimy zawieść ją do Kahres Galadhon.
- Teraz?
- Wczesnym rankiem wyjedziemy.
Siada przy Quelle. Przygląda się rysom jej twarzy, płowym włosom. Dostrzega złoty łańcuszek. Czuwa przy niej na zmianę z Rumilem i Orphinem. Pomału zmrok przerzedza się. Gwiazdy bledną. Haldir obserwuje dziewczynę. Zauważa drgnienie powiek. Budzi się! Łowczymi otwiera oczy. Czuje się strasznie słaba. Lewy bok promieniuje bólem. Nie wie gdzie jest. Przed sobą ma twarz dostojnego elfa. Próbuje podnieść się z posłania, ale brakuje jej sił.
- Gdzie ja jestem? Kim ty jesteś?
- Witaj w Lothlorien. Moje imię brzmi Haldir. Jestem strażnikiem Złotego Lasu. Nie wstawaj- Ostrzega ją.- Teraz, o ile dasz radę, powiedz mi, kim jesteś i jaki cel przybycia tutaj.
- Nazywam się Quelle. Wyjechałam z Rakkalepte i zmierzam do Isenagardu. Więcej nie mogę powiedzieć.- Oddycha ciężko. Przymyka oczy. Na twarzy perli się pot.
Haldir przykłada jej do ust kubek z wodą. Dziewczyna pije łapczywie. Elf zwilża kawałek materiału i zwilża jej twarz. Targal obserwuje go. Nie lubi, kiedy ktoś obcy dotyka jego pani. Łowczyni ponownie otwiera oczy. Stara się zrozumieć uczucia tego strażnika. Jest w nim niepokój o nią, zainteresowanie i coś jeszcze, czego nie potrafi sprecyzować. Spogląda w ciepłe, brązowe tęczówki. Jej serce drży. Nigdy nie czuła czegoś takiego do elfa. Do Verya owszem, ale też nie z taką mocą. Oddycha szybko…

Wstaje ranek. Słońce muska swoimi promieniami twarz dziewczyny. Toron podchodzi cicho. Trąca ją w ramię. Quelle syczy cicho z bólu. Gładzi swojego czworonożnego przyjaciela drugą ręką. Haldir podchodzi do niej. Siada na złożonym płaszczu i karmi jak małe dziecko, raz po raz zaglądając w kocie oczy. Łowczyni dostrzega w jego spojrzeniu więcej niż chciał, by zobaczyła. Pali go nie tylko zwykłe zainteresowanie obcym podróżnym. To sięga głębiej… Do strażnika podchodzi dwóch elfów. Dziewczyna widzi między nimi, a Haldirem duże podobieństwo. Rozumie, że są ze sobą spokrewnieni.
- Quelle, to moi bracia: Rumil i Orphin.
Wita ich cicho. Strażnicy zwijają obóz. Srebrnowłosy przygotowuje swojego konia do jazdy. Orphin rozkulbacza Alqua. Zarzuca mu na szyję linkę i prowadzi na skraj polany. Dziewczyna przygląda mu się ze zdumieniem. Haldir podnosi ją, bez wysiłku, jakby nic nie ważyła. Sadza na grzbiecie bułanego wierzchowca i lekko wskakuje na siodło. Zbiera lejce podtrzymując ją, aby nie spadła. Za nimi idzie oddział złożony z siedmiu elfów, a między nimi kroczy jej biały koń. Toron prycha gniewnie, ale staje przy bułanku.
- Ja naprawdę mogę jechać sama. – Mówi Quelle.
Ale Haldir tylko uśmiecha się lekko wzmacnia uścisk. Jadą przez wspaniałe lasy. Pod stopami ściele się aksamitna, szmaragdowozielona trawa. Na źdźbłach skrzą się krople rosy, a gdzie niegdzie wyrastają się złociste gwiazdeczki kwiatów elanor. Wiatr szumi wśród koron drzew. Jasnozielone liście mallornów drżą lekko. Dziewczyna zasypia ukołysana szeptem wiatru i krokiem wierzchowca. Elf przygląda się jej. Wydaje się taka maleńka i bezbronna w jego ramionach. Odgarnia opadające jej na oczy niesforne kosmyki płowych włosów. Palce muskają gładką skórę. Czuje, że pragnie zatopić się w głębokim spojrzeniu złocistych oczu. Ogląda się na braci. Rumil uśmiecha się do niego wesoło, ale Orphin utkwił wzrok w śpiącej łowczyni…
Kolejny posterunek. Zmiana opatrunków dziewczyny i krótki odpoczynek. Stolica Złotego Lasu jest już blisko. Coraz częściej spotykają strażników. Kopyta stukają po drodze brukowanej białymi kamieniami. Na pniach mallornów widnieją tallary. Odział mija szeroką, głęboką fosę. Haldir odzywa się cicho.
- Witaj w Kahres Galadhon, stolicy Złotego Lasu.
Quelle podnosi ciążącą jej głowę i patrzy z zachwytem na widok, który się przed nią roztacza. Wysokie wzgórze porośnięte mallornami okrąża zielony mur. Słońce migocze między liśćmi, kładąc postrzępione plamy na murawie. Droga rozszerza się. Bułanek idzie raźno. Toron podnosi głowę. Przed nimi biały most, za nim ciężka, wielka brama. Dziewczyna pochłania wzrokiem wszystko, co widzi. Nie może opisać swoich wrażeń. Są zbyt piękne. Gród Drzew. Elf zsuwa się z konia. Bierze ją w ramiona. Orphin i Rumil stają po obu stronach. Idą cicho po białej ścieżce. Z koron drzew dobiega piękny śpiew i wesołe głosy. Wychodzą na schody prowadzące na olbrzymi tallar. Wspinają się lekko. Zielone listowie szumi delikatnie. Zatrzymują się na trzeciej platformie, gdzie wybudowano kilka domków. Orphin otwiera drzwi do jednego z nich. W środku jest chłodno. Pod oknem stoi szerokie, zasłane łóżko. Haldir kładzie ją w miękkiej pościeli. Quelle przymyka oczy. Bracia wychodzą. Dziewczyna słyszy miękkie pacnięcia łap. Powieki ciążą jak ołów. Zasypia.

Delikatny dotyk ręki na czole. Ciepły oddech. Wzdycha. Próbuje przewrócić się na drugi bok, ale ramię i bark są sztywne i bardzo bolą. Otwiera oczy. Nad sobą ma zatroskaną twarz szarookiego elfa. Uśmiecha się do niej.
- Obudziłaś się wreszcie. Miałaś gorączkę i jesteś bardzo wyczerpana. Musisz poleżeć jeszcze przynamniej przez tydzień.
Pomaga jej podnieść się odrobinę. Ogląda ranę. Do pomieszczenia wchodzi Haldir. Klęka przy łóżku. Medyk skłania się lekko.
- Trzeba nastawić i usztywnić bark. To będzie bolesne- ostrzega- Haldirze pomóż mi.- dotyka ramienia.
Quelle zaciska zęby. Rzeczywiście boli, ale nie daje tego po sobie poznać. Szarooki kończy zabieg i wychodzi. Strażnik dotyka jej czoła.
- Nie masz już gorączki. Jesteś głodna?
- Tak…- szepcze dziewczyna- Trochę.
Elf wychodzi i wraca z tacą owoców. Obiera soczystą brzoskwinię i karmi ją. Łowczyni zlizuje pozostałe na wargach kropelki soku. Przygląda się Haldirowi. Strażnik budzi w niej zainteresowanie i szacunek. Patrzy na jego ciepłe, brązowe oczy, długie, srebrzyste włosy i czerwone usta. Przechyla głowę w bok. Obejmuje wzrokiem całą jego dumną, mocną postać. Jest piękny. Zagląda głęboko w jej kocie źrenice. Smukła dłoń zgarnia z czoła płową grzywkę. Gładzi szyję. Elf uśmiecha się lekko, ale ten nie ma w nim ani śladu ojcowskich uczuć, jak w uśmiechu Galadara, czy srebrnowłosego członka Bractwa. Wyraz jego twarzy przywodzi na myśl Verya, gdy miała ochotę na pieszczoty.
- Jesteś niezwykle tajemnicza. – jego głos drży nieznacznie. Na krótką chwilę zapada milczenie. Elf znów się odzywa.
- Rakkalepte… To osada w Północnych Lasach?
- Tak.
- Nigdy nie byłem w tamtych okolicach. Ale podobno są przepiękne, choć niebezpieczne. Urodziłaś się tam?
- Nie. Wędrowałam przez Północne Lasy wraz z moim opiekunem. Zaatakowano nas. Byłam wtedy bardzo mała… Straciłam najbliższą mi osobę i najlepszą przyjaciółkę, mojego targala. Zostałam sama. Odnalazł mnie elf o imieniu Galadar i sprowadził do Rakkalepte. Pozwolono mi zostać i zamieszkałam tam. Później, kiedy podrosłam, nauczyłam się zawodu łowcy…
- Wybacz mi, proszę moje pytanie… U nas w Lothlorien rzadko widuje się obcych. Najczęściej są to orkowie…
- Spotkałam ich odziały.
- Wiemy. Ta niefortunna strzała pozwoliła wszystko zrozumieć.
« 1 2 3 4 5 ... 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 ... 30 31 32 33 34 »